naglowek
 
Wszelkie komentarze
 
   

Rzetelność nauki i odpowiedzialność uczonego1

  Wysoki status, którym wciąż cieszą się uczeni, odzwierciedla zaufanie społeczne i wiarę w to, że w nauce obowiązują wysokie standardy etyczne i zasady gwarantujące jej rzetelność i wiarygodność. Właśnie dzięki tym standardom oraz swoistej, prawie kastowej elitarności nauka zachowywała dotąd integralność i wykazywała większą odporność na oszustwa i fałszerstwa niż inne obszary działalności ludzkiej. Sporadycznie ujawniane przykłady fałszerstw czy oszustw naukowych nie były dotąd w stanie zamącić wizerunku uczciwej nauki, ponieważ mieściły się w granicach "akceptowalnego społecznie błędu", a nawet stanowiły dowód skuteczności metody naukowej, która ostatecznie prowadzi zawsze do zdemaskowania oszustów.

  Jednak obecnie z niepokojem obserwujemy upadek autorytetu nauki, a także świadome odwracanie się ludzi od wiedzy naukowej. Ten złożony proces - związany z relatywizmem i postmodernistycznymi mrzonkami, które przyczyniają się do zatarcia granicy między prawdą i mitem - ogarnia wszystkie społeczeństwa, narastając, ku naszemu zaskoczeniu, w miarę ich demokratyzacji i rozwoju cywilizacyjnego. Uczeni szukają przyczyn tego stanu rzeczy w ignorancji społeczeństwa. Jednak to nie brak edukacji pogłębia kryzys, ale wzrastający brak zaufania do nauki oraz niewiara w to, że uczeni działają w dobrych intencjach i są świadomi ciążącej na nich społecznej odpowiedzialności.

  Problem wiąże się z jednej strony z działaniem nauki jako systemu, a z drugiej - z aktywnością człowieka objętego tym systemem. Ujawniane przypadki nieuczciwości naukowej, mimo że odnoszą się do pojedynczego uczonego, niestety, po stokroć obniżają autorytet nauki, a brak reakcji na patologiczne zjawiska w środowisku wpływa negatywnie na kształtowanie postaw młodego pokolenia uczonych.

Etyczna odpowiedzialność uczonego

  Wyrażane jest wciąż przekonanie, że z etycznego punktu widzenia nauka czy technologia nie jest ani dobra, ani zła, a nieetyczne lub wrogie człowiekowi może być tylko ich zastosowanie, a to stanowi problem nie tych, którzy badania prowadzą, ale tych, którzy je wykorzystują. Jednak tak nie jest. Odnosząc się do tego dylematu, Jan Paweł II powiedział: "Zasady wolności badań naukowych nie wolno oddzielać od odpowiedzialności etycznej każdego uczonego. W przypadku ludzi nauki ta odpowiedzialność etyczna jest szczególnie ważna. Relatywizm etyczny oraz postawy czysto utylitarne stanowią zagrożenie nie tylko dla nauki, ale wprost dla człowieka i dla społeczeństwa"2.

  Czy przygotowując młodych ludzi do pracy w nauce, poświęcamy czas na refleksję nad społeczną odpowiedzialnością i etyką tego zawodu, czy też uważamy, że wystarczy, jeśli opanują techniki zdobywania grantów?

Wiarygodność nauki

  Od czasu II wojny światowej obszar badawczy rozwija się na skalę masową. Ilość, jak wiemy, nie przechodzi jednak w jakość, a nadmierny wzrost i związane z nim obniżenie standardów spowodowały, że do nauki wniknęły trudne do opanowania zjawiska patologiczne. Wynikają one głównie z załamania się korporacyjno-akademickiego systemu, który dotąd skutecznie zapewniał nauce jakość i integralność.

  Na świecie ukazuje się co roku około 10 mln artykułów naukowych. Prawie 20 proc. publikacji w czasopismach, pochodzących z tak u nas cenionej listy filadelfijskiej, nie jest nigdy cytowana. Jeżeli dodamy publikacje, które ogłoszono w liczebnie większej grupie czasopism znajdujących się poza tą listą, to możemy przyjąć, że większości z owych 10 mln artykułów nikt nie przeczyta i nikt ich nie zacytuje. Stanowią więc naukowy śmietnik. "Nauka śmieciowa" rozwija się wraz ze wzrostem liczby instytucji naukowych, obniżaniem ich standardów oraz pojawianiem się nowych, nierecenzowanych, działających poza systemem peer-review czasopism, chociaż i renomowane periodyki nie mogą się przed nią uchronić. Niestety, prawo Sturgeona, mówiące, że 90 proc. wszystkiego to bzdety, stosuje się również do nauki.

  "Nauka śmieciowa", powstająca nieraz na pograniczu z pseudonauką i paranauką, tworzy szum informacyjny, stanowiący zaplecze dla różnej maści manipulatorów i hochsztaplerów. Niewprawny adept nauki, pozbawiony intelektualnej opieki ze strony promotora - co, niestety, często się zdarza - łatwo wpada w tę pułapkę, natomiast poddane takiemu oddziaływaniu społeczeństwo traci orientację.

Obszary krytyczne

  Nierzetelności naukowe występują w niejednakowej skali i posiadają odmienny charakter w zależności od gałęzi nauki. Wynika to z charakterystycznej dla danej dyscypliny rygorystyczności metod pozyskiwania danych oraz możliwości weryfikacji wyników. Dyscypliny naukowe możemy podzielić więc w przybliżeniu na trzy grupy scharakteryzowane swoistą "twardością" danych, na których się opierają. Wyróżniamy twarde dane zwymiarowane (doświadczalne, np. większa część fizyki, chemii, większość nauk technicznych, biologia komórkowa), miękkie dane niezwymiarowane (opisowe i statystyczne, np. ekologia, znaczna część nauk biomedycznych, socjologia) oraz dane bezwymiarowe (historyczne, np. kosmologia, paleontologia, geologia, historia). Szczególną podatność na występowanie nierzetelności wykazują "miękkie" obszary nauki, w których wyniki zazwyczaj trudno zweryfikować.

  Omawianie źródeł nierzetelności nie jest tematem tego wykładu3, warto jednak wskazać na niektóre pokusy, którym ulegają naukowcy. Wyróżniamy pokusy wewnętrzne, wynikające z mechanizmu kariery i pracy naukowej. Bodźcem jest bezsensowny wymóg publikowania jak najwięcej (publish or perish) i dążenie za wszelką cenę do prestiżu i sławy. Szczególnie podatne w tym względzie są wielkie zespoły badawcze oraz uczestnicy studiów doktoranckich, które z powodu malejącej roli leadera czy promotora coraz częściej stają się anonimowe. Inny charakter mają pokusy zewnętrzne, które powstają na styku nauki z gospodarką i wiążą się z korupcją intelektualną oraz konfliktem interesów. Jednym z ważniejszych odkryć ostatniego półwiecza jest bowiem stwierdzenie, że wynik naukowy może być towarem, a badania naukowe - przedmiotem kontraktu, w którym spodziewany wynik ma zapewnić inwestorowi przewagę nad konkurencją, bo na tym polega racjonalność działania gospodarczego. Konflikt interesów wpływa niezwykle destrukcyjnie na wiarygodność nauki. Ten problem jest jednak w Polsce całkowicie nierozumiany i lekceważony. Powszechna zasada kontraktowania badań powoduje, iż instytucje, które je prowadzą, często tracą swój publiczny charakter, przekształcając się w przedsięwzięcia handlowe, w których kryterium zysku staje się ważniejsze od prawdy. Nauka akademicka, która zgodnie ze swoją definicją powinna służyć powszechnemu dobru, jest obecnie stopniowo zawłaszczana przez pieniądz4. Chęć poznania stanowi, co prawda, ważny motyw pracy naukowej, ale - z nielicznymi wyjątkami - nie jest ona bezinteresowna, zwłaszcza że być albo nie być uczonego zależy od pieniędzy nie tylko na badania, ale i dla niego. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby bronić się przed korupcją intelektualną i sprzeniewierzaniem podstawowym zasadom etyki.

Manipulacja nauką

  Kryzys współczesnej nauki stanowi, paradoksalnie, następstwo jej sukcesów i uzyskania politycznego oraz ekonomicznego znaczenia. Od bardzo dawna wykorzystuje się ją jako argument w sporach ideologicznych, politycznych, sądowych czy marketingowych. Nauką manipuluje ten, kto może odnieść z tego korzyść, a więc politycy, instytucje rządowe, media, biznesmeni, aktywiści społeczni, rozmaitego autoramentu ekstremiści, ale i prawnicy. Również uczeni posługują się manipulacją - dla kariery, rozgłosu czy fortuny, ze względów ideologicznych czy wreszcie w lobbingu na rzecz swoich kosztownych pomysłów. Obszarów manipulacji jest więc bardzo wiele, a biznesowy jej wymiar wyraża się niejednokrotnie w miliardach dolarów (np. farmakologia). Wymiar polityczny ma również ogromne znaczenie.

  Oczywiście, w takich sytuacjach ustawodawca, sąd, inwestor czy opinia publiczna musi sięgnąć do punktu odniesienia dla prawdy, który powinna stanowić nauka, a więc do dowodów naukowych. Skąd jednak je wziąć, gdy nauka ze swej istoty wiąże się z istnieniem kontrowersji, na których wyjaśnienie trzeba długo czekać, a poza tym nawet w najpoważniejszych czasopismach naukowych ukazują się artykuły zawierające, jak się okazało, spreparowane dane? Trzeba się więc zwrócić o pomoc do reprezentujących naukę ekspertów.

  Prawo "nauki śmieciowej" mówi jednak, że każdej ekspertyzie można przeciwstawić równą co do siły kontrekspertyzę - należy jedynie znaleźć odpowiedniego specjalistę. Znawcy przedmiotu wymieniają trzy główne rodzaje ekspertów: najemników, wyznawców i pytie. Najemnicy są do wynajęcia i potrafią zawsze znaleźć argumenty uzasadniające dowolny punkt widzenia. Wyznawcy, jako głęboko przywiązani do własnego punktu widzenia, nie mają żadnych wątpliwości co do słuszności swoich przekonań. Wybierając odpowiednich, zawsze można uzyskać zamierzony efekt, tym bardziej że zazwyczaj są wygadani i medialnie przekonujący. Pytie natomiast posiadają wszechstronną i rzetelną wiedzę, ale i świadomość jej niejednoznaczności. Niechętnie przedstawiają jednoznaczne opinie, gdyż boją się kontrowersji. To najliczniejsza grupa, ale paradoksalnie ich użyteczność dla gry politycznej nie jest wielka.

  Usługi eksperckie stały się obecnie dochodowym biznesem. Każdy może przytoczyć przykład utytułowanych, "uznanych ekspertów", którzy bezkarnie wygłaszają publicznie definitywne opinie na podstawie niepełnych, niejednoznacznych lub trudnych do zweryfikowania danych, bez żadnego odniesienia do faktów. Każdy też zna przypadki ekspertów uwikłanych w konflikt interesów. Aby ich poznać, wystarczy włączyć telewizor. A przecież tytuły i stopnie naukowe nie spadły na nich z nieba!

Oszustwa w nauce

  Czytając pracę naukową, możemy się zgadzać lub nie z jej wnioskami, lecz powinniśmy mieć zawsze zaufanie do przedstawionego opisu stosowanych procedur oraz do uzyskanych na ich podstawie wyników. Śledząc uporządkowany wywód naukowy, nie dowiemy się jednak zwykle nic o poprzedzających sukces chybionych hipotezach, o zarzuconych, błędnych założeniach i nieudanych doświadczeniach, o odrzuconych danych, które uznano za błędne i wreszcie o poniesionych kosztach, ale wyniki doświadczalne stanowią świętość i muszą być wiarygodne. Praktycznie we wszystkich publikacjach naukowych znajdują się pominięcia i przeinaczenia, których dokonuje się, aby prowadzone badania ukazać w korzystnej perspektywie, a lista współautorów nie zawsze zawiera nazwiska osób, które przyczyniły się do jej powstania. Takie zachowania można uznać za naganne lub godne pożałowania, ale nie stanowią one jeszcze oszustwa. Z oszustwem w nauce mamy do czynienia wtedy, gdy przedstawione w pracy procedury niezbędne do powtórzenia wyników albo też same wyniki zostały świadomie zmanipulowane lub przeinaczone, albo gdy praca lub jej istotny element stanowi plagiat.

  W przypadku oszustwa naukowego nie ma w ogóle potrzeby udowadniać, że ktoś poniósł szkodę, ponieważ uwierzył w przeinaczone wyniki. Istotne jest to, czy zaprezentowane procedury i wyniki zostały przedstawione rzetelnie czy nie5. Z tego względu granica pomiędzy świadomym oszustwem i niechlujnością czy zaniedbaniem, a nawet nieistotnym merytorycznie upiększeniem jest niezwykle subtelna i łatwo ją przekroczyć. Utrudnia to rozstrzyganie tego typu spraw.

  W dokumentach odnoszących się do problemu nierzetelności naukowej zazwyczaj nie używa się słowa "oszustwo". Pojęcie to zawiera intencję celowego wprowadzenia w błąd, natomiast gremia naukowe, prowadząc dochodzenia w tego typu sprawach, nie chcą koncentrować uwagi na motywie działania, który de facto nie posiada znaczenia. Mówi się raczej o "poważnych odstępstwach od praktyki powszechnie przyjętej w ramach społeczności naukowej".

  Jak dotąd najbardziej zwięzłe i precyzyjne definicje, odnoszące się do praktyki badań naukowych, przedstawia dokument opracowany w USA przez Office of Science and Technology6. Czytamy w nim, że nierzetelność w nauce (scientific misconduct) stanowią występki przeciwko etyce w nauce, polegające na fabrykowaniu wyników, ich fałszowaniu lub na plagiatorstwie podczas ubiegania się o fundusze, prowadzenia i recenzowania badań naukowych lub prezentowania ich rezultatów. Fabrykacja (zmyślanie) polega na preparowaniu, rejestrowaniu i publikowaniu wyników nieuzyskanych. Fałszowanie to manipulacja materiałem badawczym, wyposażeniem lub metodą oraz zmienianie lub pomijanie danych doświadczalnych w ten sposób, że wyniki badań nie są prawdziwie przedstawione w raportach. Plagiatorstwo zaś oznacza przywłaszczenie cudzych idei, metod, wyników lub określeń bez właściwego odniesienia, a także nieautoryzowane wykorzystanie informacji uzyskanych w trakcie poufnego recenzowania wniosków i rękopisów. Nierzetelność naukowa nie obejmuje niezamierzonego błędu i nie odnosi się do prawa uczonego do wyrażania rzetelnych różnic w opiniach. Te ogólne definicje są obecnie powszechnie akceptowane.

Skala problemu

  Zjawiska nierzetelności w nauce nie wolno marginalizować wbrew wyrażanym częstokroć opiniom, iż liczba ujawnianych przypadków, jeśli się ją odniesie do liczby finansowanych projektów, jest rzeczywiście znikoma. Nie ma znaczenia, czy prawdopodobieństwo nierzetelności naukowej wynosi jeden na tysiąc czy jeden na sto tysięcy. Tak samo nie ma znaczenia prawdopodobieństwo uderzenia piorunu w dom: niezależnie od niego każdy budynek powinien być wyposażony w odgromniki, bo w przypadku zdarzenia szkody będą ogromne.

  Praktyka pokazuje, że ujawniane są tylko przypadki drastyczne, a sprawy drobne, co nie znaczy, że mniej szkodliwe, pozostają niezauważone, a w niektórych mniej prominentnych laboratoriach spotykają się z obojętnością lub są nawet milcząco tolerowane. Obserwujemy więc jedynie wierzchołek góry lodowej.

  Wstępne wyniki pierwszych szeroko zakrojonych badań nad zjawiskiem nierzetelności w nauce zostały omówione dwa lata temu w Nature7. Przeprowadzono je na kilkutysięcznej populacji pracowników naukowych (zróżnicowanych w hierarchii) w sferze finansowanych w USA projektów z dziedziny nauk biomedycznych. Okazało się, że aż 33 proc. anonimowych respondentów przyznało się do popełnienia w ciągu ostatnich trzech lat co najmniej jednego z dziesięciu czynów uznanych za naruszenie zasad uczciwości naukowej. Jeżeli uświadomimy sobie, że zjawisko to jest tak powszechne w kraju, w którym od wielu lat prowadzi się instytucjonalne działania zapobiegawcze, to możemy tylko przypuszczać, jak wygląda sytuacja tam, gdzie takich działań dotąd wcale nie podjęto.

  Uważano powszechnie, szczególnie w Europie, że nauki ścisłe i przyrodnicze, a więc "twarde" obszary nauki, są szczególnie odporne na pojawianie się nierzetelności8. Jednak seria skandali podważyła tę idealistyczną wiarę w integralność nauk ścisłych oraz europejską odrębność. Rzeczywiście, ujawnionych przypadków jest mniej niż w naukach biomedycznych, ale zwykle są bardzo drastyczne, tak jak np. wykryta pięć lata temu sprawa fałszerstwa dokonanego przez niemieckiego fizyka Jana Hendrika Schöna, pracującego w Bell Labs, w grupie naukowców zajmujących się nadprzewodnictwem i elektroniką, których wyniki były rozpatrywane przez Komitet Noblowski. Inny głośny przypadek jest związany z Victorem Ninovem z renomowanego Berkeley National Laboratory, którego celowo zniekształcona interpretacja obserwacji doprowadziła do pozornego wykrycia pierwiastka o liczbie atomowej 118.

  Te przypadki dotyczyły "gorących" obszarów nauki, toteż zostały szybko zdemaskowane. Musimy jednak pamiętać, że wraz z oddalaniem się od głównych tematów nauki oraz od wiodących ośrodków badawczych, a więc na naukowej prowincji, możliwość wykrycia nierzetelności gwałtowanie maleje. Jak jest w Polsce? Na ten temat brak jakichkolwiek informacji, poza ujawnianymi przypadkami wulgarnych plagiatów.

Mechanizmy ochronne

  Zagrożenia związane z patologiami w nauce spowodowały, że podjęto wiele działań promujących skrupulatność badawczą i przestrzeganie wysokich standardów. Temu celowi służą m.in. opracowywane kodeksy etyczne (np. przyjęty przez PAN oraz bardzo piękny dokument Senatu UJ). Jednak nie w opracowywaniu kodeksów etycznych, określających ogólne zasady działania uczonego, tkwi istota problemu. Środowisku naukowemu tak naprawdę są potrzebne kodeksy dobrej praktyki naukowej (good research practice9), a więc reguły rzetelnego postępowania, które są powszechnie zrozumiałe i możliwe do wprowadzenia w poszczególnych jednostkach oraz jednoznaczne procedury postępowania stosowane w przypadku naruszania tych reguł.

  Potrzebę istnienia kodeksu dobrej praktyki można uzasadnić, posługując się przykładem motoryzacji. Gdy samochodów było mało, wystarczyło, że kierowca zachowywał się ostrożnie i przyzwoicie, zgodnie z ogólnymi zasadami dobrego wychowania czy dekalogu. Gdy jednak natężenie ruchu wzrosło, te zasady przestały wystarczać i trzeba było stworzyć kodeks ruchu drogowego, bo inaczej wszyscy uczestnicy ruchu pozabijaliby się.

  Dlatego w cywilizowanych krajach wprowadzono mechanizmy sprzyjające utrzymywaniu dobrej praktyki naukowej10. W interesie społecznym, a również w interesie nauki i jej społecznego autorytetu jest nie tylko działanie prewencyjne, ale również troska o to, by wszystkie podejrzenia o nierzetelność naukową zostały starannie zbadane i osądzone. Dodatkowo zmusza nas do tego fakt, iż większość badań naukowych jest finansowana ze źródeł publicznych, a nieuczciwość badawcza jest coraz powszechniej traktowana jako sprzeniewierzenie przyznanych środków.

  Przeważa więc pogląd, że trzy najważniejsze nierzetelne zachowania, to znaczy fabrykacja, fałszerstwo i plagiatorstwo, które naruszają fundamentalne zasady nauki, powinny podlegać regulacjom prawnym na poziomie instytucji odpowiedzialnych za dystrybucję środków finansowych, gdyż za najwłaściwszą sankcję w przypadku udowodnienia winy uznaje się wstrzymanie finansowania, żądanie zwrotu środków czy zakaz korzystania ze źródeł finansowania przez określony czasu (zwykle od kilkunastu miesięcy do kilkunastu lat). Pozostałe podejrzane praktyki, ze względu na mniejszą szkodliwość, mogą znajdować się w jurysdykcji społeczności naukowej.

  Aby system działał skutecznie, musi się opierać na zasadzie, która głosi, że odpowiedzialność za zapobieganie nierzetelności naukowej spoczywa na społeczności naukowej jako całości, a więc na uczestnikach procesu badawczego, na instytucjach naukowych oraz na agendach rządowych i pozarządowych działających w dziedzinie nauki. Szczególnie odpowiedzialne są jednostki posiadające uprawnienia do nadawania stopni i tytułów naukowych oraz redakcje czasopism, gdyż nierzetelności najskuteczniej zapobiega wysokie prawdopodobieństwo jej ujawnienia na najwcześniejszym etapie kariery naukowej i publicznego prezentowania wyników badań.

  W USA na początku lat 90., a później i w innych krajach, przy agencjach rządowych finansujących badania naukowe utworzono stałe biura odpowiedzialne za monitorowanie postępowań związanych z przypadkami nierzetelności naukowej, wykrytymi w obszarze ich finansowania11 oraz za stosowanie sankcji. Do ich zadań należy również propagowanie dobrych praktyk w badaniach naukowych poprzez edukację, profilaktykę oraz opracowywanie wytycznych, jak też udzielanie wsparcia. By uzyskać dostęp do publicznych źródeł finansowania, wszystkie instytucje prowadzące badania naukowe musiały wprowadzić odpowiednie regulaminy i procedury wewnętrzne oraz zapewnić odpowiednią edukację wszystkich osób związanych z badaniami naukowymi12.

  Największą trudność sprawia skuteczne wykrywanie oszustw. Praktyka pokazała, że na wczesnych etapach badań najważniejszą rolę odgrywają whistleblowerzy, a więc osoby, które działając w dobrej wierze i w interesie publicznym ujawniają zaobserwowane w swoim otoczeniu przypadki nierzetelności. Trzeba podkreślić, że whistleblower nie jest donosicielem, ale sygnalizatorem zbliżającego się nieszczęścia, które, jeżeli się zdarzy, uderza w całe środowisko. Tak samo nie traktujemy jako donosiciela osoby, która zawiadamia straż pożarną o pojawieniu się ognia. Zazwyczaj ujawnienie nieuczciwości naukowej narusza interesy wielu osób w otoczeniu, dlatego tak ważna jest ochrona whistleblowera przed ewentualnymi represjami otoczenia czy kierownictwa. Bez tego żaden system dobrej praktyki nie będzie skuteczny.

  Ciekawym, europejskim rozwiązaniem w tym względzie jest powołanie osoby zaufania publicznego - ombudsmana, która jest trzecią strona w sprawie. Naukowcy mogą się do niej zgłaszać ze swoimi problemami, stanowi ona źródło rady niedostępnej lokalnie. Takie rozwiązanie łagodzi społeczną izolację, w której mogą się znaleźć potencjalni whistleblowerzy. Gdy ombudsman uzna przedstawiony mu przypadek za poważne naruszenie zasad, ma prawo wymagać od instytucji, której dotyczy sprawa, by wszczęła postępowanie. Nie posiada jednak mandatu do prowadzenia śledztwa.

  Podejmując wysiłek nad określeniem - do zastosowania w Polsce - zasad dobrej praktyki naukowej oraz właściwych procedur postępowania, należy uwzględnić prace prowadzone od wielu lat w innych krajach13. Nie ulega wątpliwości, że stosowanie w całej Europie zbliżonych zasad stanie się w najbliższej przyszłości koniecznością, a ich brak uniemożliwi korzystanie z międzynarodowych środków.

  Polskie instytucje naukowe takich dokumentów i procedur, niestety, jeszcze nie posiadają. Działający przy Ministrze Nauki i Szkolnictwa Wyższego Zespół ds. Etyki w Nauce opublikował kilka lat temu rekomendacje, które powinny stanowić podstawę do podjęcia działań14. Jednak dotychczasowe próby legislacyjne napotykają wciąż na przeszkody.

Wnioski

  W Polsce w ciągu ostatnich lat odbyło się wiele dyskusji publicznych oraz konferencji, na których dyskutowano wiele problemów etyki naukowej, jednak raczej w kategoriach ogólnych norm niż praktyki dnia codziennego. Niestety, znaczna część środowiska naukowego traktuje sprawę z obojętnością i lekceważeniem, a mówiąc ogólnie, nie jest ono przygotowane do przeciwdziałania rosnącemu zagrożeniu. Relatywizacja wartości, a także ogólne nadwyrężenie elementarnych zasad uczciwości oraz odziedziczona po PRL społeczna tolerancja dla małych występków znajdują swoje odbicie również w praktyce życia naukowego.

  Dlatego tak ważne jest wpajanie właściwego systemu wartości i uwzględnianie zasad dobrej praktyki naukowej w procesie kształcenia młodych adeptów nauki. Kiedyś taką rolę spełniał mistrz-promotor. Dzisiaj na anonimowych, masowych studiach doktoranckich roli tej nie spełnia już nikt. Przed środowiskiem naukowym w Polsce stoi więc obecnie wyzwanie związane z koniecznością zapewnienia polskiej nauce integralności, wprowadzenia w polskich jednostkach naukowych regulacji i procedur, bez których współpraca międzynarodowa stanie się wkrótce niemożliwa.

  Kończę więc swoje wystąpienie nie wnioskami, ale apelem, aby Uczelnia, nie czekając na impulsy z zewnątrz, podjęła trud opracowania i wprowadzenia w życie własnych zasad dobrej praktyki naukowej. Skrupulatne przestrzeganie tych zasad stanowi warunek konieczny, ale niewystarczający, aby zapewnić nauce społeczną wiarygodność i integralność. W tym celu należy również znacznie podnieść poprzeczkę wymagań we własnym otoczeniu. Jestem przekonany, że społeczność naukowa ma w sobie dość siły, aby takie zadanie podjąć.

Maciej W. Grabski
przewodniczący Zespołu ds. Etyki w Nauce przy Ministrze Edukacji i Nauki


1 Skrócona wersja wykładu wygłoszonego na Politechnice Krakowskiej 17 stycznia 2007 r. na zaproszenie Chrześcijańskiego Forum Pracowników Nauki i PK. Pierwotna wersja została opublikowana w "Miesięczniku Politechniki Warszawskiej", nr 5 z 2006 r., wkładka nr 7. W wykładzie wykorzystano fragmenty opracowania Zespołu ds. Etyki w Nauce przy Ministrze Edukacji i Nauki pt. "Dobra praktyka badań naukowych. Rekomendacje", Wyd. MNiI, Warszawa 2004.

2 Spotkania Jana Pawła II ze światem nauki. Kraków, Kolegiata św. Anny, 8 czerwca 1997 r.

3 Zagadnienie ma bogatą literaturę, o czym można się przekonać, wpisując w wyszukiwarce Google hasło "scientific misconduct".

4 Zob.: Sheldon Krimsky, "Nauka skorumpowana?", PIW, Warszawa 2006; Daniel E. Greenberg, "Science, Money and Politics: Political Triumph and Ethical Erosion", University of Chicago Press, 2001.

5 Zob.: Na przykład David Goodstein, "Conduct and Misconduct in Science", www.its.caltech.edu/%7Edg/conduct_art.html.

6 Proposed Federal Policy On Research Misconduct to Protect the Integrity of the Research Record, http://www.ostp.gov/html/9910_20_3.html.

7 Zob.: Nature, "Scientists Behaving Badly", v. 435, 9 June 2005.

8 Zob.: Georg Kreuzberg, "The Rules of Good Science", EMBO Reports, v. 5, nr 4330 - 4332 (2004);

www.nature.com/embor/journal/v5/n4/pdf/7400136.pdf.

9 American Association for the Advancement of Science Professional Ethic Project, Publication 8 - R4, 1980.

10 Klasyczną pozycję stanowi opracowana przez Akademię Nauk USA książeczka pt. "On Being a Scientist: Responsible Conduct in Research", National Academic Press, wydana po raz pierwszy w 1988 r.

11 Na przykład w strukturze National Institutes of Health jest to Office of Research Integrity (www.ori.hhs.gov), a w National Science Foundation - Office of Inspector General (www.nsf.gov/oig).

12 Zob.: Bardzo dobra strona edukacyjna z Case Reserve University (USA) - http://www.onlineethics.org/, "Kurs dobrej praktyki naukowej" z Uniwersytetu San Diego (USA) - http://www.sci.sdsu.edu/~smaloy/ethics/#other.

13 Na przykład: "Safeguarding Good Scientific Practice", A Joint Statement by the Director General of the Research Councils and the Chief Executives of the UK Research Councils, 18 December 1998; dokument DFG - "Recommendation of the Commission on Professional Self Regulation in Science", January 1998 (polskie tłumaczenie znajduje się na stronie www Politechniki Wrocławskiej: http://www.pwr.wroc.pl/16907.xml); "Guidelines for the Prevention, Handling and Investigation of Misconduct in Science" wydany w 1994 r. przez National Research Ethics Council of Finland lub dokumenty opracowane przez European Science Foundation (http://www.esf.org/sciencepolicy/170/ESPB10.pdf) i inne.

14 "Dobra praktyka badań naukowych. Rekomendacje", Wyd. MNiI, Warszawa 2004 (www.mnii.gov.pl/mnii/_gAllery/29/90/2990.pdf).

 

 


© Nasza Politechnika 2004
Bieżący numer
wszelkie komentarze