YoonioR's Quakepage: 1996-97







RooS & Yaromir: wywiad stulecia

  nie mogło mi się bardziej poszczęścić - RooS i Yaromir, dwóch największych Quake'owych graczy w Polsce zgodziło się dać mi wywiad. Mało tego, poniższy wywiad jest specjalny z innego względu: rozmowę poprzez e-mail prowadziliśmy we trójkę!

  wszyscy zgodziliśmy się, że w ten sposób wspólna rozmowa nabierze większej swobody, autentyczności. duży wpływ miało to, że jesteśmy zaprzyjaźnieni (Kamil i Jaromir poznali się we Wrocławiu podczas powodzi, Kamil i ja znamy się od początku 1997 roku) i rozmowa przypominała naszą zwykłą korespondecję. no może nie do końca zwykła...

  odpowiedzi są długe i wyczerpujące, nalegałem na to. początkowo Kamil i Jaromir nie byli do tego przekonani (czy komuś będzie się chciało czytać takiego tasiemca), ustąpiło to jednak rozluźnieniu i sponataniczności co zaowocowało dośc nieoczekiwanymi rezultatami. kiedy kończyłem wywiad, żałowałem że to już koniec...

  wywiad przeprowadziliśmy w dniach od 11 września do 13 października 1997 roku.

YoonioR



YooniorR RooS, Yaro - większości starych wyjadaczy jesteście dobrze znani (nieraz skopaliście solidnie nam tyłki). Spróbujcie się jednak przedstawić tym nowicjuszom, którzy jeszcze Was nie spotkali na swej drodze. I nie musicie być przesadnie skromni :-).
RooS Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, nazywam się Kamil Ruszkowski i mieszkam w Warszawie. W chwili pisania tego tekstu studiuję w warszawskiej SGH, ale to się może niedługo zmienić... W Quake'a zacząłem grać w lutym 1996 roku, kiedy wyszedł Qtest1. Co ciekawe, wtedy gra nie bardzo przypadła mi do gustu. Jeszcze w czasach kiedy pisywałem w Top Secret, często zostawaliśmy w biurze do nocy i graliśmy w... Duke Nukem 3D. Przejrzałem na oczy dopiero około września, czyli już po skończeniu pełnej wersji gry i obejrzeniu pierwszych dodatków. Wtedy sie zaczęło...
A potem (chyba coś koło lutego 1997) napisał do mnie niejaki Yaromir, prosząc o podanie mojego konfigu, bo chciałby zacząć grać myszką. No i dałem mu, nieświadomy swojego błędu ;-).
Yaromir Starzy Quakerzy znają mnie dobrze, młodszym przypominam: Yaromir to Jaromir Łański; mieszkam we Wrocławiu, studiowałem informatykę na Politechnice Wrocławskiej, a obecnie pracuje jako redaktor w wydawnictwie Vogel Publishing (to ci od CHIP'a).
W gierki ciąłem zapamiętale od dziecka na automatach (Defender!!!), na ZX Spectrum, na C64 i kolejnych IBM-ach. Zawsze lubiłem gry FPP: DooM zawładnął moim komputerem na ładnych parę lat. Gdy ukazał się Quake, zainstalowałem go, przeszedłem półtora epizodu... i wykasowałem z twardziela.
Pod koniec stycznia 1997 stwierdziłem, że może by tak wskoczyć do Internetu na Quake'ową arenę. Debiut nastąpił na Amandli – dostałem straszliwe baty... Niezrażony porażką, zabrałem się za regularny trening w Sieci. Chyba przyniosło to efekty, bo już 11.02.97 opinię o mojej grze wyraził niejaki RooS: Spotkałem dobrego gracza - Yaromira. Jest naprawdę niezły. Wkrótce postawiłem wraz z Martinem serwery Quake'a w redakcji CHIP'a.
A potem... potem na odwyk było już za poźno.

YooniorR Dlaczego takie były Wasze pierwsze wrażenia po zobaczeniu oficjalnej, pełnej wersji Quake'a? RooS, grałeś już w Qtest1 i nie przypadł ci do gustu. A ty Yaro skasowałes Quake'a z dysku. Rozczarowanie? Czemu Wam się tak Quake nie podobał?
RooS "Nie podobał" to złe określenie. Qtest1 był dość specyficznym rodzajem gry komputerowej - dało się w niego grać praktycznie wyłącznie po sieci lokalnej (o serwerze w Polsce nikomu się jeszcze nie śniło) z żywymi przeciwnikami. Na dodatek miał spore wymagania sprzętowe, a Pentium dopiero zdobywało nasz rynek. Kilka razy odpaliłem dwuosobową grę w redakcyjnej sieci, po czym szybko wróciłem do grania w Diuka. Jednak wersja shareware z czerwca 1996 to już całkiem inna historia... Wtedy wiedziałem już, co Quake "potrafi". Miesiąc później wyszła wersja pełna i w życiorysie pojawiła się nowa pozycja.
Yaromir Skądże znowu - podobał się. Mimo to nie wciągnął mnie na tyle, żebym miał ochotę przejść wszystkie poziomy, a mówiąc wprost: w trybie single player nieco mnie znudził. Wtedy nie miałem okazji potestować Quake'a w sieci lokalnej, bo jakoś nie było chętnych pod ręką. Poza tym mój ówczesny komputer nie należał do demonów szybkości i na dodatek... męczyłem się na klawiszach.

YooniorR Wiem na czym chyba polegał problem z Quake'iem na początku. Należałoby się cofnąć w przeszłość, do wspaniałych czasów DooM'a. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie ale wydaje mi się, że Quake nie spełnił oczekiwań graczy (w tym i moich - do czego uczciwie się przyznaję :) ) w jednej podstawowej kwestii - KLIMATU gry.
Kiedy grałem w DooM'a, było to niesamowite przeżycie. Szczególnie nakładka Aliens TC zrobiła swoje - grałem w nią nocy we dwójkę z moim kumplem w trybie cooperative. Nigdy potem tak się już nie bałem. Nawet podczas grania czwartego epizodu Quake'a (projektowanego przez Sandy Petersen'a, który zresztą nie pracuje już w id).
Wiem, że obaj zagrywaliście się wcześniej w DooM'a. Stąd moje pytanie: DooM... co dla was znaczy(ł)?
RooS Mam podobne odczucia, ale przyczyny są moim zdaniem inne. DooM był praktycznie pierwszą grą FPP w jakie grałem. W czasach Wolfenstein'a miałem 386, ale z kartą EGA, więc ubijałem szwabów na 286 kumpla, z monochromatycznym monitorem. Mowiąc krótko - Wolf mnie nie zachwycił. O żadnym strachu nie było mowy.
DooM natomiast wywarł na mnie ogromne wrażenie. Kiedy pierwszy raz usłyszałem, a potem zobaczyłem Cyberdemona, zrobiłem w portki... Po pewnym czasie bylem już wymiataczem i potwory mnie śmieszyły. Przechodziłem ostatni level DooM II (ten z czaszką kozła na ścianie) na nightmare (szybko strzelające i odnawiające się potwory) w troche ponad 60 sekund. Od tego momentu żadna gra nie wywołała we mnie uczucia lęku, bo w każdej byłem Bogiem ciskającym gromy na prawo i lewo. Może najbliżej do przestraszenia mnie miał System Shock (świetna gra), ale i jemu nie do końca się to udało. Najważniejsze, co DooM dał światu, to deathmatch. Przez zwykły modem 14.4 działał świetnie. Żadnych lagów. "Deathmatchując" w DooM II spędziłem wielki szmat czasu. Wtedy też przestawiłem się na myszkę, Logitech'a [mmm... moja ulubiona! YoonioR]. Wydawało mi się, że nie ma lepszej...
Pamiętam jak dziś moment, kiedy wylogowałem się z BBS'u po pierwszej w nocy, a za pięć minut zadzwonił telefon. Odebrałem, w lekkim szoku, i w słuchawce usłyszałem głos Max'a (McSon'a) Wrzesińskiego - "Cześć stary, właśnie widziałem, że przede mną dzwoniłeś do Top Secretu. To co, gramy?" No i graliśmy...
W sprawie "klimatyczności" Quake'a, powiem tak: gdyby ciebie, Yoonior sklonował jakiś szalony naukowiec, z pamięci wymazał wspomnienia o jakichkolwiek grach FPP, a następnie posadził przy DooM'ie, a klona przy Quake'u, to klon miałby większą kałużę między nogami. Ale to tylko moje zdanie...
Yaromir Przed odpowiedzią na to pytanie postanowiłem - po ponad półtora roku przerwy - odpalić DooM'a, by odświeżyć sobie w pamięci "stare dzieje", zatarte już nieco przez upływ czasu i miesiące fragowania w Quake'a. Kiedy do moich uszu dobiegły pierwsze takty muzyki z DooM'a II (co on robił na moim twardzielu???), a organ wzroku przyjął znajomy widok, otworzyły mi się "zapadki" w mózgownicy. Uświadomiłem sobie, że wciąż doskonale pamiętam tajne kody. Napakowałem więc plecak bronią i pograłem na kilku poziomach... odżyły wspomnienia.
Trzeba przyznać, iż muzyka w DooM'ie, jako istotny element klimatu, jest wciąż nie do pobicia, a teksturki, mimo że już "leciwe", podobają mi się chyba bardziej od tych rozmyto-błotnistych z Quake'a. Na widok dwururki na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech, zatęskniłem też za sznurkiem plazmowych kulek. A piła... czymże jest przy niej nędzna siekierka z Quake'a?
Przypominam sobie, jak zagrywałem się w DooM'a II, siedząc samotnie w ciemnym pokoju na jedenastym piętrze pewnego biurowca: to był dopiero KLIMAT. Uczucie permanentnego napięcia powodowało, iż wiele razy zdarzyło mi się mimowolnie podskoczyć na krześle na dźwięk niespodziewanego ryku zza węgła. Na dodatek, po skończonej sesji DooM'a często musiałem pokonać w kompletnych ciemnościach kilkanaście metrów i po omacku odnaleźć na ścianie przycisk windy - tego się nie zapomina. Nie sądzę, żeby jakakolwiek inna gra była w stanie wyzwolić we mnie porównywalne uczucie strachu. Miałem też okazje sporo pograć w DooM'a przez sieć lokalną - zabawa była przednia, ale stwierdzam, że nowoczesny, quake'owy deathmatch jest dużo bardziej wciągający i uzależniający.
Mimo to zgadzam się z twoim odczuciem "klimatycznym", jednakże z pewnym zastrzeżeniem czasowym: DooM wtedy miał dużo bogatszy klimat niż Quake teraz. Choć jeśli kogoś, kto zaczynał od Quake'a, usiłowalibyśmy dziś przekonać, że atmosfera DooM'a była lepsza, stwierdziłby niechybnie, że jesteśmy chorzy...

YooniorR Widzę, że dzielimy podobne wspomnienia i podobne (sentymentalne) uczucia do staruszka DooM'a. (tak na marginesie: czy gdyby spełniły się obietnice, że wyjdzie GLDooM i to w dodatku z mlook'iem, czy znów wszyscy sięgnęlibyśmy po naszą ulubioną broń - po obrzyna?)
Wróćmy jednak do Quake'a. Ile średnio czasu dziennie przeznaczacie na grę? Ile zdarzyło się wam najwięcej spędzić czasu przed monitorem na sieciowym mordobiciu? Czy trening jest najważniejszą rzeczą w utrzymaniu dobrej formy w deathmatch'u?
Yaromir Nie wyobrażam sobie, żebym mógł się dziś męczyć w grze typu FPP bez mlook'a. Niegdyś DooM wydawał mi się niezwykle przestrzenny, teraz – po grze w Quake'a – straszliwie się spłaszczył. Sposób celowania zastosowany w DooM'ie po prostu się przeżył. "Zadzierania dzioba" jest podstawowym wymogiem, który mógłby mnie skłonić do ponownego grania w DooM'a.
Jeśli chodzi o quake'owy trening, to na początku zabrałem się za niego dość ostro. Wynikało to głównie z tego, że dopiero Quake zmusił mnie do okiełznania myszki oraz z faktu, iż musiałem nadrabiać zaległości spowodowane stosunkowo późną inicjacją w Sieci.
Nie notowałem tego dokładnie, ale sądzę, że przez pierwszy miesiąc grałem około 4-5 godzin dziennie. W lutowe weekendy zdarzyło mi się też "przekręcić" ze dwie nocki. Tak więc najdłużej fragowałem w Sieci na pewno ponad 12 godzin (jednak rekordów wykręcanych podczas katowania DooM'a już chyba nigdy nie pobiję).
Ostatni wyszedłem "z pracy" nad ranem 13 czerwca, gdy pojawił się QuakeWorld 1.64. Graliśmy wtedy z AsH'em na QW-2 [drugi serwer CHIP'a]. Miałem już iść do domu, kiedy, trochę po północy, AsH oznajmił, że na FTP id Software już jest nowy QW... Pół godziny później testowaliśmy zapamiętale nowego QW na serwerze CHIP'a.
Co do treningu zgadzam się z opinią, że Quake "to nie gra, to sport" i regularne trenowanie, jak w każdej dyscyplinie sportowej, ma istotny wpływ na aktualną formę (prosty przykład: po 10-dniowych wakacjach musiałem zmniejszyć czułość myszki i stopniowo dochodzić do "normalnych" ustawień). Oczywiście trudno spodziewać się gry na wysokim poziomie bez wcześniejszego dokładnego poznania map i opracowania odpowiedniej taktyki.
Jednak same sprawne palce i dziesiątki godzin fragowania nie wystarczą. Do osiągnięcia "klasy mistrzowskiej" w deathmatchu – zwłaszcza w pojedynkach 1 na 1 – nieodzowne jest MYŚLENIE i INSTYNKT.
RooS DooM umarł. Po tak długim czasie jego nową wersję można potraktować jako ciekawostkę, tylko ciekawostkę... Znalazłoby się pewnie kilku chętnych na rozegranie paru deathmatch'y, ale nic więcej. U mnie w domu na ścianie wisi rocket launcher. Dwururkę znam tylko z opowiadań dziadka.
Trudno dokładnie powiedzieć ile czasu dziennie gram, bo robię to bardzo nieregularnie. W wakacje Quake zeżarł mi bardzo dużo czasu - często 30 godzin w tygodniu. Zdarzało się, że prawie dwa razy tyle... Rekord padł chyba podczas sesyjki Nite z Vatharem. Dobiliśmy prawie do 12 godzin siedzenia bez przerwy.
Trening to absolutna podstawa do utrzymania formy. Zupełnie jak w normalnym sporcie. Gdybym zrobił sobie miesiąc przerwy, a potem siadł i zagrał z Yaro który w tym czasie grałby regularnie, zostałbym rozniesiony na strzępy.
Drugą bardzo ważną sprawą jest oglądanie demek. Mogę spokojnie powiedzieć, że 50% lub więcej strategii na poszczególnych mapach "zerżnąłem" z dem ściągniętych z netu. Niektórych patentów nigdy bym nie wymyślił...

YooniorR Wkrótce rozegracie między sobą ostateczny finał Polskich Mistrzostw QuakeWorld na turnieju Gambleriada2'97. Poprzednio rozegranie finału przerwała Wam powódź we Wrocławiu. Czy spodziewacie się oberwania chmury nad Warszawą, ktore zaleje Torwar?
RooS Heh, kto wie? W razie czego wyniesiemy sprzęt na dach i tam skończymy :). Nie jestem pewny, czy zagramy NA Gambleriadzie, czy może PO niej. Może się też skonczyć tak, że będziemy grać w Granecie, tam gdzie BoR grał z Sharky'm. Na razie trudno powiedzieć na ten temat coś więcej...
Na razie trenuję sobie spokojnie, ale spokój się niedlugo skończy, wraz z rozpoczęciem roku akademickiego. Większość czasu spędzam na DM2, bo mam tam do odrobienia cztery fragi. Znam tę mapę już prawie tak jak DM4, więc jestem dobrej myśli :).
Yaromir Po przeprawie przez płynącą w centrum Wrocławia rzekę jakieś tam oberwanie chmury mnie nie rusza ;-). Z tym "wkrótce”, to nie byłbym taki pewien... z moją dyspozycyjnością, niestety, nigdy nic nie wiadomo (taka branża :-) ).
Przyznaję, że wolałbym rozgrywać finał Mistrzostw QuakeWorld na QW, ale widzę, że nie ma rady – RooS uparł się na LAN'ie i tyle. Po LAN'ie grałem w sumie może z godzinę i wciąż nie mam z kim trenować, a odpowiednika Granetu na razie Wrocek się nie dorobił. Pozostaje więc QW i uważne przejrzenie sterty demek. A jak będzie w finale? Na pewno ciężko...
Poza tym mam nadzieję, że (niezależnie od wyniku) nie będzie to "ostateczny finał” i będziemy mieli – już na luzie – nie jedną okazję, by nagrać jakieś ciekawe dema.

YooniorR Macie jakieś szczególnie ulubione mapy? Takie na których czujecie się pewnie jak dziecko w kołysce?
RooS Ulubione mapy... Chyba nie będę zbyt oryginalny, mowiąc: de em cztery. Lubię grać 1 na 1, a ta mapa jest do tego po prostu stworzona. Gram w Quake'a ponad rok, ale jeszcze nikt nie pokonał mnie po LAN'ie na DM4. Nikt się nawet nie zbliżył.
Do gry w dwie osoby swietna jest też DM2, choć wiele osób campuje po Quada. Nawet tak znanych, jak Romero... Smutno się gra z przeciwnikiem, który wychodzi z dziupli dopiero wtedy, kiedy ma na sobie 200 zbroi, 200 zdrowia i quad damage. Taka gra to pomylka.
Inne bardzo dobre mapki to Qcon1, Razzi Amari, cała seria Muny. Nie przepadam za kilkunastoosobowymi fragfestami, taka gra męczy mnie po pół godziny. Za mało w niej umiejętności, za dużo przypadku. Ostatnimi czasy odkryłem na nowo Defusion, w sześć-siedem osób gra jest genialna. Lepsza niż CTF.
Yaromir Zdecydowanie klasyka: parzyste DM'y i to dokładnie w kolejności rosnącej. Na DM2 czuje się po prostu swojsko. DM4 jest bardziej dynamiczna, ale, niestety, są na niej miejsca pozwalające w 1 na 1 zaszachować przeciwnika, a tego nie lubię. Z kolei na DM6, Red Armor jest za bardzo "namagnesowany”...
I tu pojawia się kwestia stylu gry. Wiadomo, że na niektórych mapach w prosty sposób można zwiększyć szansę wygranej poprzez pasywność: campując quada, bądź też stale czatując na zbroję, tylko co to za gra... Antidotum na takie zakusy są poziomy w rodzaju Qcon1. Do gustu przypadły mi również Basewalk i Ukooldm6. Sympatycznie grało się w kilka osób na mapie Ranbase, choć wieloosobowe spędy na dużych levelach coraz bardziej mnie nudzą:
1 on 1 is the spice of deathmatch :-).
RooS P.S. Czy już wspominałem, że DM4 to najlepsza mapa w Quake'u?
YooniorR American McGee (level designer z id, miłośnik lawy :)) na pewno by się ucieszył, słysząc że jego mapy (DM4 i DM2) zdobyły - całkiem zasłużone - uznanie wśród graczy i to tych absolutnie najlepszych.

YooniorR Czy efektowny (wizulanie) styl gry przeszkadza w osiągnięciu dobrego wyniku w deathmatch'u, czy idzie z nim w parze? Czy grając staracie się zawsze zwracac uwage na sposob poruszania, a może jest to kwestia odruchów i nawyków?
RooS Na poczštku nawišżę do odpowiedzi Yaro na poprzednie pytanie: "uparłem" się żeby grać po LAN'ie, bo na QW zdarzajš się różne dziwne "przeszkadzacze", jak nagły wzrost pinga, gubienie pakietów, etc. Gra po LAN'ie to forma pierwotna. Poza tym, Yaro, gra się identycznie jak z Bot'ami. Z tego co mi ostatnio mówiłes, po nakręcaniu demek kwalifikujšcych doszedłes do wnisku, że QW sux. Czyli nie powinno być tak źle :)... Sšdzšc po wynikach (65 ubitych Botów), spędziłes naprawdę dużo czasu na "przymusowym" treningu. I bardzo dobrze, bo na Gambleriadzie zagracie własśnie po LAN'ie.
Efektowny styl nie przeszkadza tylko wtedy, kiedy nie jest wymuszony. Ładne akcje muszš wychodzić naturalnie, żeby były interesujšce. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że gracz stara się wykręcać niesamowite ewolucje nie zwracajšc uwagi na idšce z tym w parze niebezpieczeństwo zostania złapanym z opuszczonš gardš. Poza tym, przeważnie jest tak, że ładne zagrania okupuje się "wypadkami przy pracy" - wpadnięciem do lawy, spotkaniem ze sścianš podczas strzału quad-rakietš itp. Najciekawsze dema nie sš ustawiane. Chociaż bywajš wyjštki...
Prawdę mówišc, efektowna gra najbardziej widoczna jest w grze ffa w kilka osób. Mecz dwóch dobrych zawodników, grajšcych 1 na 1, często przypomina partię szachów. Często bywa też tak, że mało efektowny styl jest najbardziej efektywny. Krótka stšd jednak droga do camperstwa, którego osobiście nie znoszę i będę tępił przy każdej nadarzajšcej się okazji :).
Yaromir Efektowne zagrania nie mają raczej większego wpływu na końcowy wynik. O wiele bardziej liczą się zaskakujące posunięcia i wyłamywanie się ze schematów. Poza tym styl jest raczej sprawą indywidualną, choć oczywiście do pewnego stopnia można nad nim pracować. Ostatnio wygrzebałem jakieś demko z maja: wydawało mi się, że już wtedy umiałem nieźle grać - po jego obejrzeniu z lekka się rozbawiłem. Stosując matematyczne porównanie można powiedzieć, że opanowanie ruchu jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym. Wirtuoz myszki wcale nie musi być dobrym deathmatchowcem i na odwrót. Jednak bez sprawnego poruszania się i - przede wszystkim - precyzyjnego celowania nie ma co marzyć o osiągnięciu najwyższego poziomu.
Po przekroczeniu pewnego progu wprawy sposób poruszania staje się niemal odruchem. Najlepiej przekonałem się o tym kiedy grałem (z całkiem niezłym skutkiem) jednocześnie prowadząc rozmowę na dość absorbujący temat. Z drugiej strony na jakieś głębokie przemyślenia nad poszczególnymi zagraniami często po prostu nie ma czasu, należy je więc rozpatrywać zawsze w odniesieniu do konkretnej mapy. Stąd potrzeba "ogrywania" leveli, po to by wydeptać swoje ścieżki i by pewne kombinacje ruchów wykonywać niemalże podświadomie.

YooniorR Wśród laików panuje dość powszechna opinia, że gry takie jak Quake zwiększają stopień agresji, wywołują fobie, popularyzują brutalną przemoc. Ponieważ znacie się osobiście, powiedzcie czy Quake wywołuje u Was jakiekolwiek mordercze instynkty wobec siebie, wobec innych?
Yaromir Prawdopodobnie wszyscy, którzy czytają ten wywiad zgodzą się ze mną, że Quake działa na psychikę wyłącznie relaksująco i mógłby być z powodzeniem aplikowany każdemu raptusowi. W moim przypadku o żadnej agresji wywołanej samym Kwakiem nie może być mowy. Mimo to przyznaję, że od kilku tygodni rośnie we mnie chęć dokonania - z pobudek czysto quake'owych - pewnej makabrycznej egzekucji: na palantach z TPSA za pingi.
Co innego ludzie w Sieci. Z reguły nie przejawiam w stosunku do graczy wrogich uczuć (za podobną deklarację w odwrotną stronę nie ręczę... ;) ) i z wieloma z nich zdążyłem się - w większości niestety wirtualnie - nieco lepiej poznać. Jednak pałętające się po Necie lamy swoim chamstwem potrafią mnie czasem wyprowadzić z równowagi. Wówczas żałuję, że niektórym nie można na stałe zablokować komendy SAY...
Choć bywało, że czasami poprztykałem się trochę z RooS'em przez e-mail, to jednak o wzajemnej wrogości nie może być mowy, co wcale nie wyklucza ostrej rywalizacji w grze. Na gruncie towarzyskim wszystko jest OK: w czasie naszego, jak do tej pory jedynego, spotkania gaworzyło nam się wyśmienicie. I żeby wszystko było jasne: tematem rozmowy wcale nie był tylko Quake.
RooS Nie zgadzam się z ani jedną literą...
To są opinie obiegowe, ludzi którym się wydaje, że myślą. Ja mam na ten temat swoje zdanie już od dość dawna i nie zanosi się na to, żebym musiał je zmieniać. Otóż uważam, że przypisywanie grom komputerowym destrukcyjnego wpływu na psychikę młodzieży to bardzo grube uproszczenie. Jeżeli nawet znajdzie się ktoś, kto pod wpływem - dajmy na to - Mortal Kombat, wyjdzie na ulicę i zacznie wyrywać przechodniom kręgosłupy, to był on chory psychicznie już na długo przed pojawieniem się komputera w jego życiu. Nie ma znaczenia, czy impulsu dostarczy mu brutalny film, gra komputerowa, czy nawet książka (podobno dużo mocniej działa na wyobraźnię). Jedyny argument który przyjmuję, to zarzut o interakcję. W przeciwieństwie do filmu, gry komputerowe wymagają własnoręcznego mordowania przeciwników. Ale co to za przeciwnicy? Człowiek nie potrafiący odróżnić animowanych "potworów" od kolegów z klasy powinien zostać zamknięty w jednym szpitalu z "wyrywaczem kręgosłupów". Mojemu własnemu dziecku raczej pozwoliłbym grać w Quake, niż oglądać dziennik telewizyjny ze zdjęciami z kolejnej masakry w Algierii, Rwandzie, lub Bośni.
Ilu młodocianych morderców to maniacy gier komputerowych? Czy jest taki choć jeden?? Zamiast szukać problemów zastępczych, krytycy niech skoncentrują się na zwalczaniu prawdziwych przyczyn - alkoholizmu, narkomanii, braku perspektyw młodzieży. A nas zostawią w spokoju.

YooniorR Czy rzeczywiście rodzice powinni bać się o swoje dzieci namiętnie wyrzynające innych graczy w deathmatch'u na serwerach w sieci? Czy EnterDraco uderzy?
Yaromir Rodzice powinni się cieszyć z tego, że ich pociechy spędzają czas siedząc przy komputerze podpiętym do Internetu, a nie na przykład obalają bełta przed trzepakiem lub wałęsają się z podejrzanym towarzystwem. Gorzej, gdy to tatuś jest uzależniony od Quake'a i blokuje kompa, a biedny synuś godzinami czeka na swoją kolej ;).
RooS ...
[ jak możecie się domyślić, RooS (a właściwie może powinienem napisać EnterDraco?) nie może zdradzać planów, kiedy i kto zostanie rytualnie zabity... =;->   YoonioR]
Yaromir P.S. EnterDraco uderzy - „dyńką" w ekran monitora po dwunastu godzinach grania.

YooniorR Czego powinien się wystrzegać początkujący gracz? Czy z perspektywy takich dinozaurów jak Wy, są rzeczy których należy za wszelką cenę unikać?
RooS Jest taka rzecz, której "zieloni" powinni unikać za wszelkš cenę. Zbyt długie z niš obcowanie może zakończyć się frustracjš i brakiem ochoty na grę w Quake. Na imię ma Yaromir ;).
A poważnie - najgorsze co można zrobić, to lekceważyć przeciwnika. To się mści bardzo szybko... Lamerstwem jest też cišgłe narzekanie na pinga. Grałem kiedyś na QW z jakimiś ludźmi, pod inna ksywš, i strasznie ich łomotałem. Do jednego nie mogło dotrzeć, że jestem od nich po prostu lepszym graczem - cały czas pieprzył co to on by mi nie zrobił gdyby miał mój ping... (grał przez modem).
W samej grze radzę unikać wykonywania manewrów, których nie ma się opanowanych do perfekcji. Nie ma to najmniejszego sensu. Pamiętam, jak uczyłem się skakać nad lawš na DM2. Usiadłem na kwadrans i skakałem non-stop. Teraz wychodzi w 90% prób.
Yaromir Przejmowania się grą z takimi gostkami jak my. Ostatnio znowu ktoś mnie zapytał: "Przyznaj się - używasz cheatów?" :).
Mówiąc serio, nie wolno dopuścić do wyrabiania złych nawyków podczas gry. Na szczęście jest na to lekarstwo: oglądanie ciekawych demek, bądź podpatrywanie dobrych graczy na serwerach. Już na samym początku "kariery" przemłóciłem kopę dem. Denerwuje mnie też bezmyślność niektórych osobników: naparzanie z SS-a [Super Shotgun'a czyli broni nr. 3] do kolesia z rakietnicą na prawdę nie ma sensu. Tak więc dobra rada brzmi: myśleć, myśleć...
Poza samą grą ważne jest odpowiednie zachowanie w stosunku do innych. Zarówno bufonowate przechwalanie się wygraną, jak i obrzucanie mięsem lepszych graczy, to czyste prostactwo.

YooniorR Wyszedł już Hexen II. Czy Waszym zdaniem sprawdzi się jako gra "multiplayer"? Czy nie należy mu wróżyć krótkiego życia ze względu na niedługą już (najpóźniej na gwiazdkę) premierę Quake 2?
RooS Krótkie życie w świadomości graczy - tak. Krótkie życie na półkach sklepowych - nie. Jest kupa ludzi, którzy na tę grę bardzo długo czekali i kupiš jš pierwszego dnia po premierze. Jako produkt dla jednego gracza Hexen II jest bardzo dobrš grš. W wersji GL wyglšda po prostu rewelacyjnie, ma niezły scenariusz i zagadki. Niestety, podobnie jak w Jedi Knight, nie ma w nim za grosz potencjału multiplayer. Biała broń lub czary... Nie tędy droga. Hexen nie ruszy dotychczasowego porzšdku ani o milimetr. Nadal w sieci królować będzie Quake, a po nim Quake 2. Jedynš grš, która może nawišzać walkę (czy równš - zobaczymy już niedługo) jest Unreal. Oby okazał się tak dobry, jak jego twórcy obiecujš...
Yaromir Moja przygoda z Hexenem II zakończyła się na krótkim przejrzeniu demka. Zdaję sobie sprawę, że ta gra przypadła do gustu wielu graczom, ale ja po raz kolejny przekonałem się, że takie klimaty mnie nie rajcują. W trybie multiplayer nie miałem okazji pograć i nie zamierzam tego nadrabiać. Przez skórę czułem, że szkoda na to czasu.

YooniorR Na Zachodzie najlepsi Quake'owcy zarabiają na życie grą (np. Tresh - zdobywca Ferrari, czy też KillCreek - która doczekała się nawet wywiadu w magazynie The Rolling Stone). Czy kiedykolwiek gracze w Polsce będą grać za duże pieniądze? Ile lat musimy na to poczekać?
RooS No, bez przesady. Na razie nie zarabiajš grš, tylko promocjš produktów z branży. Thresh właśnie dostał pracę w PC Gamerze :) a KC płacš za reklamowanie SpaceOrb'ów [kontrolerów do gier]. Na razie nie widzę żadnej możliwości rozwoju tego typu działalności. Ktoś musiałby na tym zarabiać pienišdze, a to jest zawsze śliska sprawa. Z drugiej strony, istnieje przecież coś takiego jak Pro Tour w Magic The Gathering, gdzie sumy przeznaczane na nagrody sš wielokrotnie większe niż w jakimkolwiek turnieju Quake. Osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, aby podobnie jak w MTG, niektóre międzynarodowe zawody odbywały się w Polsce. Myślę, że trochę byśmy z Jarkiem namieszali :).
Yaromir Zarabiają to za dużo powiedziane (choć z kasy za sprzedane Ferrari niewątpliwie da się trochę pożyć :) ). Na razie są sponsorowani za reklamowanie produktów. Jednak Stany to całkiem inny rynek. Nie widzę żadnej szansy, by u nas ktoś wyłożył pieniądze na opłacanie graczy. Dalej będą przeważać amatorskie imprezy, organizowane w "czynie społecznym". No chyba, że się mylę i na następnej Griadzie, Kamil naciągnie jakąś firmę i sypnie gotówką ;).

YooniorR W jaki sposób Quake zmienił Wasze życie osobiste? Czy oprócz minusów (zawalone sesje, odwołane randki itp.), będących chlebem powszednim wielu graczy, są jakieś plusy tego całego wirtualnego szaleństwa? Czy Wy sami znaleźliście złoty środek pomiędzy uzależnieniem a "normalnym" życiem?
RooS Quake to narkotyk, bez dwóch zdań... Potrafi uzależnić, ale w identycznym stopniu uzależnia IRC, MUD, WWW, gry komputerowe a nawet sam komputer. Quake nie jest tu wyjštkiem. Negatywnych stron uzależnienia jest mnóstwo. Zubożałe życie społeczne/rodzinne (do tej pory się zastanawiam jak Kasia wytrzymuje z Jarkiem ;)), katastrofalne zaległości na uczelni, nocne koszmary (np. przegrana 20:-10 z klawiszowcem ;)), itd. Prawdę mówišc, trudno mi znaleźć choć jednš naprawdę pozytywnš stronę tego nałogu. Pijani przynajmniej dobrze sypiajš, kwakowcy raczej wogóle nie śpiš, bo w nocy majš najlepsze pingi.
Chyba nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że gry komputerowe w życiu dorosłych ludzi powinny zajmować bardzo odległe miejsce. Niestety, często jest zupełnie odwrotnie...

Na koniec powiem coś, czego pewnie nikt się nie spodziewał. Po zakończeniu turnieju na Gambleriadzie robię sobie przerwę. Odpoczynek od Quake. Na poczštek - ze cztery miesišce. Żadnego grania w internecie, po LAN - zupełna abstynencja. Palacze przysięgajš sobie, że nie zapalš, kilka razy w miesišcu - ja mam zamiar wytrzymać trochę dłużej.
Yaromir O zawalonych sesjach w moim przypadku nie może już być mowy. I właściwie trochę żałuję, że Quake nie "dopadł” mnie kilka lat wcześniej, kiedy miałem zdecydowanie więcej czasu, bo tak naprawdę to właśnie "czasożarłoczność” Quake’a stanowi dla mnie jego największy minus. Absolutnie nie uważam jednak, że jest to marnotrawienie czasu: jeśli kiedykolwiek dojdę do takiego wniosku, nastąpi rozstanie z grą. Etap randek też mam już za sobą, a Quake nie ma żadnych szans bycia kością niezgody między mną a Kasią (Kamil świadkiem :)). Jednak przyznaje, że - znając siebie - na początku treningów ogłosiłem trzytygodniową "separację”, gdyż wiedziałem, że Quake pochłonie mi znaczne ilości czasu. Jak to zwykle bywa, po ostrym starcie i etapie intensywnego trenowania trochę się uspokoiłem. Teraz zdarzają mi się dłuższe zastoje w graniu.
Dlatego jeśli miałbym mówić o jakimś uzależnieniu, z pewnością jest to "uzależnienie kontrolowane”. Poza tym zdecydowanie nie jest to nałóg zgubny. Z powodzeniem godzę ganianie po quake’owych korytarzach z - jak to nazwałeś - "normalnym” życiem: nie wyleciałem z pracy, chodzę do pubów, kina, czytam prasę i książki, odwiedzam znajomych itd. Świadomym wyborem jest też granie wyłącznie z redakcji. W domu nie mam komputera i dlatego po opuszczeniu pokoju redakcyjnego ciągoty do Quake’a nie wchodzą w grę. To pozwala zachować pewien dystans. Staram się też nie grać w weekendy, ale tak się składa, że często muszę popracować również w sobotę czy niedzielę, wtedy nie odmawiam sobie partyjki na QW.
Poza hobby i formą spędzania wolnych chwil, Quake jest zarazem niezłym relaksem i odskocznią od codziennych zajęć. Na ogół po wysyłce zawsze planuję sobie dzień luzu w wiadomym celu. Często też podczas ślęczenia nad jakimś tekstem robię sobie przerwy i wskakuje do Sieci machnąć dwa poziomy dla poprawy krążenia. Czasem wchodzę też na serwer, by zwyczajnie "spotkać się” ze znajomymi. Kolejny plus: Quake pozwolił na nawiązanie wielu znajomości z ciekawymi ludźmi, których bez tej gry prawdopodobnie nigdy nie miałbym okazji poznać.
Ważnym czynnikiem, który przyciąga mnie do Quake’a jest także chęć doskonalenia umiejętności związana z wpisaną w tę grę rywalizacją i chęcią sprawdzenia się. Deathmatch niesie ze sobą wiele sportowych emocji - jedni to uwielbiają, innych to nudzi. Dla mnie granie w Quake’a to po prostu niezły "fun”.

YooniorR Quake 2 będzie...
RooS ... najlepszš w historii grš FPP.
Yaromir ... w przyszłym roku najpopularniejszą grą w Internecie.

YooniorR W roku 1998 nadejdzie czas gier 3D. Czy Waszym zdaniem duża ilość podobnych gatunkowo (Quake 2, Hexen II, Daikatana, Unreal, Prey, SiN, Half-Life) produktów nie rozproszy tej wspaniałej społeczności Quake'owej? Czy spoleczność Quake'owa zgnie w diasporze? Jak będzie wyglšdał krajobraz po bitwie?
RooS Społeczność internetowa nie zginie, ponieważ większość z wymienionych przez Ciebie gier nie odegra znaczšcej roli na "scenie". Hexen II, Daikatana, SiN, Half-Life - to beda gry o statusie dobrych kwakowych konwersji. Tutaj serwer, tam serwer, w Polsce po bólach może też serwer, ale nic więcej. Prey wyjdzie minimum rok po Quake 2, wiec trudno brać jš pod uwagę. Jedynš grš mogšcš nieco popsuć plany id wydaje się być Unreal. Ja osobiście nie bardzo w to wierzę, ale prorokiem nie jestem.
Zawsze największe znaczenie mieć będzie "czysta forma". A za takš uchodzi i będzie uchodzić tylko Quake. Do czasu, aż id wypuści kolejnš grę...
Yaromir Trudno oczekiwać, że id Software ma wieczny patent na robienie kultowych gier FPP. Jednak do tej pory firma ta zawsze była w awangardzie i skutecznie odpierała ataki wielu naśladowców.
Sądząc po screenshotach i kolejnych doniesieniach wszystkie wymienione w pytaniu gry, zapowiadają się niezwykle atrakcyjnie. Która z nich wyjdzie z rywalizacji zwycięsko, okaże się, jak zwykle, dopiero "w praniu”. Ja jakoś wciąż wierzę w nosa chłopaków z id...
Jeśli któraś z nowych gier przebije Quake’a, nie stanie się żadna tragedia - quake’owcy zostaną przemianowani na, powiedzmy, Unreal’owców i tyle. Dość nieciekawie byłoby, gdyby ekipa spod znaku Q rozpierzchła się do zajęć w podgrupach. Taki scenariusz jest jednak według mnie mało prawdopodobny. Może się również zdarzyć, że Quake 1 wcale nie zejdzie tak prędko z internetowej sceny szczególnie wtedy, gdy Q2 i jego konkurenci znowu podniosą poprzeczkę wymagań sprzętowych.
Nie można też zapominać, że spory wpływ na popularność nowych tytułów - przynajmniej w sieciowym wydaniu - będą mieli obecni animatorzy ruchu quake’owego i administratorzy serwerów. Jestem przekonany, że o faworyzowaniu nowego Kwaka nie przesądzi tylko sentyment, bądź "przywiązanie do marki”.
Quake 2 obroni się sam.

YooniorR Chłopaki, to już koniec :(.
Ja już nie mam więcej pytań, mam nadzieję że nie jesteście zawiedzeni. Wszystko co miało zostać powiedziane zostało poza nami a reszta niech pozostanie milczeniem...

Zaraz, zaraz... Przypomniałem sobie! A może Wy chcielibyście mnie o coś spytać. Walcie śmiało!

RooS Co powoduje, że mimo pracy zarobkowej i nie dokończonych studiów znajdujesz czas na prowadzenie YQP/quake.org.pl?
YooniorR Wbrew pozorom odpowiedź nie jest taka prosta na jaką mogłaby się wydawać :).

Wersja krótka:
Lubię to.

Wersja długa:
Quake (może nawet bardziej niż DooM) wywarł ogromny wpływ na moje życie. I to wcale nie na psychikę, lecz na wszelkie możliwe "fizyczne" obajwy istnienia.
Dzięki Quake'owi spotkałem (nie tylko wirtualnie, co szczególnie mnie cieszy) mnóstwo fantastycznych ludzi z różnych miast Polski i świata (nawet z Warszawy, której nie cierpię [w końcu jestem Krakusem! :)]).
Dzięki robieniu stron YQP i quake.org.pl dużo się nauczyłem o projektowaniu WWW i choć już wcześniej było to moją pracą zarobkową - znacznie poprawiło moje umiejętności i pozwoliło mi spojrzeć szerzej.
Oczywiście zawsze jest coś za coś... Tworzenie i prowadzenie stron YQP i współprowadznie quake.org.pl pożerało dużo czasu, co nieraz doprowadzało do szału moich wspólników. Częste spóźnienia, zawalone terminy i ból uzależnienia od gry.
Mimo to uważam, iż ciągle jestem na plusie. Mam za sobą kilka udanych projektów, spotkałem wspaniałych ludzi, cieszy mnie to co robię i jestem z siebie zadowolony. Jestem znany i chyba sławny (sądząc z ilości poczty i reakcji publiczności na trybunach Gambleriady...) o czym zawsze w duchu marzyłem. Zawsze też dążyłem do perfekcji - do tego, by być najlepszym - a robienie najlepszych stron Quake'owych w Polsce jest dla mnie tego potwierdzeniem. Jest moim sukcesem, którego nic mi nie odbierze prócz zapomnienia. Nawet śmierć...
Myślę, że w życiu najważniejsze jest by robić to co się kocha. Reszta przychodzi sama...

Yaromir OK, mam pytanko:
Ostatnio prawie w ogóle nie widać cię na serwerach. Czyżby odpowiadał ci status "quake'ujący niepraktykujący"?
YooniorR Taki już mój przeklęty los... :(
Doba ma 24 godziny i nie jest z gumy. Jak nietrudno się domyślić, by:
  • studiować (od lat kilku)
  • pisać artykuły do Jazz Forum (od ponad roku) i Resetu (od trzech miesięcy)
  • zarabiać pieniądze
  • grać w Quake'a
  • redagować YQP
  • współredagować quake.org.pl
  • zajmować się jeszcze galerią mojego Ojca, stronami JazzLinks
  • prowadzić jakiekolwiek życie towarzyskie
  • jeździć na góralu w sezonie
  • ... i robić jeszcze mnóstwo innych rzeczy
to doba ziemska musiałaby mieć jakieś 72 godziny.

Musiałem wybrać. Myślę, że nie dokonałem złego wyboru - odstawiłem grę po sieci, rzadko aktualizuję YQP i nie miewam czasu na quake.org.pl. Pojawiam się raz na jakiś czas na serwerach (prawie zawsze incognito) i jeżeli nie mam wysokiego pinga i nie gra akurat niejaki RooS albo niejaki Yaro, daję sobie jeszcze radę. Ostatni mój publiczny występ był na turnieju w Krakowie, ale jak długo można grać z gorączką 39o...

Na Quake'u życie się nie kończy i nie żałuję swojego wyboru... Mam więcej czasu dla siebie, swoich przyjacół. To wszystko. Życie jest nieustanną nauką, o tym jak wybierać i jak rezygnować. Quake jest jego ofiarą. Tylko tyle...


YoonioR's Quakepage 1996-1997
Main Page | News | Mirrors | QuakeToys | Console | Servers
Players | Links | Help! | FAQ | Screenshots | Stories | Credits