Jak zmieniać mentalność Narodu

 

 

Mentalność Narodu Polskiego w ujęciu historycznym

 

            Wewnętrzna formacja, której synonimicznymi określeniami są wyrazy "mentalność", lub "dusza narodu", kształtowała się przez całe wieki. Wielki Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński wyznając, że kocha Ojczyznę więcej niż własne serce, pisał, iż powstanie i losy narodów są owocem stwórczych zamysłów Boga. Mówił o więzi człowieka z Ojczyzną: "Bóg dla zachowania ładu i porządku w świecie pragnie, aby istniała tajemnicza więź człowieka z rodziną, ze środowiskiem, z Ojczyzną. Więź z Ojczyzną pogłębia się przez obyczaje i zwyczaje rodzinne, poprzez wychowanie uspołeczniające, wiążące człowieka z szerszą społecznością - Narodem, który ma swoje dzieje, historię bolesną lub też radosną. Naród tworzy własną rodzimą kulturę, która ma ogromne bogactwo językowe, bogactwo dzieł sztuki i kultury muzycznej".

            O wewnętrznej kreacji naszych przodków pisali polscy poeci, dramaturdzy i powieściopisarze. Józef Ignacy Kraszewski w "Starej baśni" ukazuje prehistorycznych Polan jako ludzi spokojnych, wtopionych w krajobraz lasów, łąk i pól. Żyją z bogactwa naturalnego zbierając miód z barci, grzyby i jagody, karczując drzewostan, spuszczając z drzew żywicę, gromadząc rosnące w lasach i na polanach leśnych zioła, uprawiając ziemię. Polanie nie są ludźmi zaborczymi. Cieszą się z tego, co mają. Walczą tylko wtedy, gdy bronią się przed napaścią wroga. O związaniu się z ojczystą ziemią, o jej umiłowaniu, pisze Prymas Tysiąclecia z rozrzewnieniem: "Dla nas inaczej "polski" wiatr szumi. Do nas inaczej przemawiają w Polsce gałązki drzew, zapach kwiatów czy nawet grzybów. Więź z Ojczyzną [...] [to] prawo natury, najbardziej podstawowe i najświętsze ze wszystkich przyrodzonych praw. Prawo, które uszanować muszą wszyscy! Ale i my je musimy uszanować, i to w duchu miłości, która nieustannie łączy nas z Bogiem, a przez Boga z ludźmi".

            Naszą mentalność narodową kształtowały wszystkie stany: duchowieństwo, szlachta, rycerstwo, chłopi. Ks. Bronisław Markiewicz łączy w całość apostolską działalność kapłanów i zakonników polskich na przestrzeni wieków. Przywołując pamięci kazania ks. Piotra Skargi oraz męczeństwo Andrzeja Boboli pisze, że Polska ze zrządzenia Opatrzności Bożej ma obowiązek nie tylko wobec swojego Narodu, lecz wszystkich narodów Europy. Jak ta wypowiedź kapłana koresponduje z mesjanizmem romantyków polskich! Adam Mickiewicz poprzez głównego bohatera III części "Dziadów" - Konrada woła w "Improwizacji":

 

"[...] jam w moją ojczyznę wcielony

Ja i ojczyzna to jedno.

Nazywam się Milion - bo za miliony

Kocham i cierpię katusze".

 

Poeta personifikuje Ojczyznę. Jest ona matką, w której łonie się znajduje. A w "Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego" poeta dzieje Polski przedstawia na tle dziejów ludzkości. Postęp ludzkości odbywa się według Mickiewicza drogą kolejnych etapów, z których jedne są krokiem naprzód, inne krokiem wstecz w pochodzie historycznym. Na jakim etapie jesteśmy obecnie? Może warto się nad tym pytaniem pochylić, chcąc zmieniać mentalność swoją i  innych.

            Słowacki podobnie jak Mickiewicz widzi historiozofię Polskiego Narodu. Nie odrywa jej od narodów świata. Narodowi polskiemu przypisuje rolę mesjańską. Kordian, tytułowy bohater jego wspaniałego dramatu, jest "Winkelriedem narodów", szwajcarskim legendarnym wodzem, który nadstawia swą pierś na strzały wroga, broniąc w ten sposób całe swoje wojsko i Ojczyznę. Konrad Mickiewicza to "Milion". Kordian Słowackiego to "Winkelried". Wewnętrzni i zewnętrzni wrogowie Polski ośmieszali mesjańską wymowę poezji wieszczów polskich. Pamiętam liczne artykuły  krytyków literackich nazywających "polską chorobą" wizję mesjańską Mickiewicza i Słowackiego.

              A dzisiaj? Czy jest inaczej?

            Podobno polityczny ustrój komunistyczny legł w gruzach, ale w duszach narodów pozostał jad  marksistowskiego ateizmu i marksistowskiej doktryny ideologicznej. 

Niektórzy - być może - pójdą z obciążeniami marksistowskiej pseudofilozofii na tamten świat. Jak staną przed Bogiem z tym pseudonaukowym światopoglądem..?

            Ileż dziś drwin, cynicznych uwag pod adresem polskiej religijności, obyczaju,  kultury,  wojska,  ducha  Narodu    w  kabaretowych  występach?  

A  lud  siedzi  i  patrzy  "klaskaniem  mając  obrzękłe prawice". Plują mu w twarz, ale on niczego nie rozumie,  jak   ten    zniewolony Indianin z Sienkiewiczowskiej noweli "Sachem". Boże, jeszcze nigdy Polski Naród sam się nie poniżał, był godny, miał swój honor. A dzisiaj? Drepczące do kościoła babcie zdążają do kiosku, by kupić "Nie". Sama to widziałam, nie wierząc własnym oczom. To nie fantazja, to bolesna prawda o stanie polskiej mentalności współczesnych rodaków.

            Gdybyśmy czytali polską literaturę, gdybyśmy sięgnęli po - na przykład - "Nie - Boską komedię" Zygmunta Krasińskiego, zrozumielibyśmy, kogo się mamy i dziś obawiać. Jak ten dramat poety jest aktualny!. A może  warto by z hrabią Henrykiem przejść przez obóz rewolucyjny, dokonać przeglądu postaci, posłuchać ich głosu. 

            Zwróćmy na moment oczy na dzisiejszych lewicowych i liberalnych polityków. Wdzięczą się do Papieża i równocześnie wprowadzają ustawy godzące w Jego naukę moralną społeczną, w naukę Kościoła. Liberałowie kpią z - ich zdaniem - "chorobliwych" uczuć patriotycznych rodaków. Nie, to nie są Polacy, to tylko ludzie mający polskie obywatelstwo. Jak zmienić ich mentalność narodową? A może są oni tutaj po to, by zniszczyć Polskę?  I  tyle  w  nich  cynizmu,  i  tyle   w  nich  pychy!  I  tyle  bezczelności!

            Juliusz Słowacki w "Kordianie" oczyma duszy widzi jak na ziemię polską spadają zrzuceni z wysoka szatani. Na Polskę jemu współczesną. Juliuszu, czy zliczysz krocie szatanów w Polsce początku XXI wieku? - Ile ich jeszcze spadnie?! Powiedz nam, jak odnowić oblicze naszego Narodu? Co uczynić, aby nauka Norwida o Narodzie stała się współczesną rzeczywistością? A mówi on: "Ale Naród - Ziomkowie! - jest to najstarszy po Kościele obywatel na świecie; ramiona jego kolosalne jak dęby litewskie, a czoło jego w chmurze ognia [...]. A każde prawie serce polskie jest jednym pulsu uderzeniem tej zbiorowej osoby".

            Wstyd mi przed Norwidem. Nasz Naród podzielony, kpiący sam z siebie. Naigrawający się sam z siebie! Dlaczego?

            A czynić tego nie wolno! To zuchwałość! Za nami przeszłe wspaniałe pokolenia. One są też Narodem i ubliżać im nie wolno!

            Ale czy bezmyślni nędzarze ducha mogą to pojąć? Gubimy tradycję, a naród bez tradycji zwierzęcieje. Tak, to też spostrzeżenie Norwida. Wyprano nam mózgi tak dokładnie, że przestały  pracować. Poraniono nam sumienia tak dotkliwie, że rany nie mogą się zagoić. Już nie jesteśmy Narodem mającym zdrowe sumienia. Ale Ojciec Święty wzywał i nadal wzywa Ducha Świętego, by odnowił oblicze Narodu, tego Polskiego Narodu, który ukochał. Więc cała nadzieja w mocach modlitwy. U Boga wszystko możliwe. Więc módlmy się o zmartwychwstanie polskich serc. Rozważajmy Ewangelię poprzez święty różaniec.

 

 

Kształtowanie mentalności w procesie wychowania

 

Wychowywano nas długo na laickich, internacjonalistycznych sowiecko-polsko-komunistycznych programach propagandowych. Nauczono nas nowomowy, gdzie "tak" znaczy "nie", a "nie" - "tak". Owocem tego wychowania jest nienawiść Boga, a miłość klasowej nienawiści. Nauczono nas szydzenia z chrześcijaństwa, moralności, dziesięciu przykazań. Wierzyć w Boga, to znaczy być ciemnogrodem, zacofańcem, oszołomem.

 Nawet święci nie są w stanie pojąć pełni Bożej Miłości, Dobra, Mądrości i Piękna. A my, grzeszni obłąkańcy, kiedy dorośniemy do ujrzenia chociaż skrawka Bożej Prawdy? Niektórzy ludzie stali się fanatykami sztucznej "religii" marksistów. Weszli jakby w jej "betonowe futerały", z których nie są w stanie wyjść. Przyzwyczaili się do dwulicowości, uwierzyli, że prawdą jest kłamstwo. Samozakłamali się nie czując już, że służą półprawdom. Wydobyć ich z "betonowych futerałów" chyba tylko sam Bóg potrafi. Trzeba się do Niego uciekać.

            Wspominając homilie ks. Jerzego Popiełuszki wygłaszane na Mszach Świętych za Ojczyznę, pisałam, gdy go zamordowano:

 

"Mówił często: nie wierzcie w półprawdy

i nie kryjcie się za innymi,

Mówił twardo, bo twarda jest prawda.

Ale oni poszli - choć słyszeli.

Tam z ambony spokojnie wskazywał

Zakłamanie ludzi, zaprzedanie,

ale oni poszli - choć słyszeli.

I dziś poszli, choć leży między nami

jego pomiażdżone ciało".

 

Zamknięci w "betonowych futerałach" Polacy są w stopniu najwyższym zniewoleni. Nie potrafią nawet pragnąć odczuwania swojej polskości. Często przypomina mi się, gdy myślę o nich, bajka Ignacego Krasickiego pt. "Ptaszki w klatce". One nie zaznały smaku wolnego życia. Urodziły się i wzrastały w klatce. Za wolnością tęsknił stary czyżyk, bo znał życie na wolności. Mówił do młodego czyżyka, który pytał o przyczynę jego rozpaczy: "Jam był wolny, dziś w klatce i dlatego płaczę".

W duszy polskiej jest ciągła tęsknota do pełnej wolności zewnętrznej - politycznej i do wolności wewnętrznej - duchowej. Zniewolona dusza nie rozumie pełnej wolności. A bez wolności człowiek zatraca swą ludzką godność. Kiedy została odkryta zbrodnia katyńska, sądziłam, że nareszcie poznają Polacy okrucieństwo bolszewizmu. Obudzi się w nich poczucie godności narodowej, jedności. I zobaczyłam kilkanaście osób w rocznicę mordu przy pomniku - wagonie. Ileż bólu wówczas przeżył zamyślony Kapelan Rodzin Katyńskich i my, zebrani. Kto mieszka w tej skąpanej we krwi Warszawie? Dla kogo męczennicy Bożej i narodowej sprawy wywalczyli wolność? Gdzie ten Naród zagubił cnotę wdzięczności? Patrzenie na ludzi zajętych tylko swoimi przyziemnymi sprawami może doprowadzić do rozpaczy i wstrętu. Ale jest jednak pewien skrawek zdrowej, narodowej tkanki. Może z niej powstanie znów, jak Feniks z popiołów, Naród.

 

 

Mentalność Narodu pozbawionego wiary

 

            Wielu Polaków kroczy ciemną doliną i nie dostrzega lub nie chce dostrzec Pana, który niewidzialnie idzie  przy nich. W mentalności Narodu żyła zawsze wiara. Co się z nią stało? Pomieszano nam pojęcia. Chodzimy do kościoła a żyjemy tak, jakby Boga nie było. Polska rodzina zawsze "Bogiem silna", wymordowała przez ostatnie lata tyle nienarodzonych dzieci, ile zginęło ludzi podczas wojny. A co się dzieje z wiernością małżeńską? Na wsi, osoby grzeszące niewiernością były ignorowane. Przynosiły rodzinie i społeczności wiejskiej wstyd. Czy jesteśmy szczęśliwsi odchodząc od zasad moralności chrześcijańskiej? Ile łez wylewają dzieci z rozbitych rodzin? Te łzy wołają o pomstę do nieba. Mentalność Polaka to wierność Bogu, rodzinie i Ojczyźnie.

            Nie wiem dlaczego i kto depolonizuje Kościół polski, który zawsze był z Narodem. Cnotą Kościoła obecnie staje się tylko prowadzenie ludzi do wieczności. A co z życiem Narodu tu i teraz? Kościół polski zawsze był ostoją patriotyzmu. Dlaczego odchodzi się od tej tradycji, przemilczając wszystko, co mogłoby przypomnieć Polakom, kim są? Czyżby przestawianie się na unijne tory? Nie wiem.

Jak rozumieć posłuszeństwo wobec duchowieństwa w sytuacji, gdy Kościół opanowują postmoderniści, liberałowie, masoni i postkomuniści? Czy można mieć zaufanie do biskupów, którzy każą walczyć Polakom w Iraku, w imię hasła: "Za wolność naszą i waszą"? Czy nie mamy tutaj zjawiska manipulacji prawdą? A może..?

Wszystko to dla katolików polskich jest bardzo bolesne. I dlaczego nie wszyscy biskupi i kapłani dostrzegają opatrznościową rozgłośnię radiową, jaką jest Radio Maryja. Przecież ono nawiązuje do tradycji Kościoła i Narodu, uczy prawdy o Bogu, otwiera oczy na wiele zagadnień, katechizuje, słucha ludzi i modli się! Kocha Boga i Ojczyznę, budzi sumienia, uwrażliwia na krzywdę, broni krzywdzonych. Zmieniać i leczyć sumienia, to wsłuchiwać się w głos tego Radia. W jego programie znajdują się treści wpływające zdecydowanie na zmianę mentalności Polaków skażonych długoletnią dominacją wrogów Polski - wewnętrznych i zewnętrznych. Podobną rolę spełnia telewizja TRWAM. Widzimy w niej krajobraz Ojczyzny, słyszymy ludzi z różnych regionów Polski. Słyszymy polskie pieśni, oglądamy regionalne stroje. Jesteśmy po prostu u siebie, w swoim Domu.

 

 

Człowieczeństwo w obliczu postępu cywilizacyjnego

 

Tak wiele mówi się o postępie i cywilizacji. Wskazuje się nam wtedy osiągnięcia techniczne w krajach bogatych. A przecież ile tam nędzy moralnej! Ile tam tragedii: narkotyki, alkohol, pornografia, rozpad rodziny, bezwstyd, rozpacz osamotnionych dzieci, współmałżonków, starców. Jeśli depcze się wiarę, zdrowe obyczaje, miłość, o jakim "postępie cywilizacyjnym" można mówić, jeśli człowieczeństwo upada?

Deprawacja i dehumanizacja zawsze zwiastuje nadciągającą zagładę. Trzeba nam sięgnąć do Biblii, do polskiej literatury nabrzmiałej wartościami chrześcijaństwa. Trzeba patrzeć na obrazy czyste, dobre, pozytywne, nasycone prawością, szlachetnością, wiernością. Nihilizm moralny, cynizm, sceptycyzm, złośliwa ironia, nigdy nie leżały w mentalności Polskiego Narodu. Wróćmy do lektur naszych klasyków dramatu, poezji, noweli, powieści i publicystyki. Ileż w nich przykładów uczciwego, spokojnego, nasyconego przyjaźnią i miłością życia! Weźmy do ręki "Quo vadis" Henryka Sienkiewicza, byśmy uczyli się oddzielać zło od dobra. Nie zwalniajmy się z czytania książki, zastępując ją obrazem adaptacji filmowej. "Quo vadis" jako film podporządkowuje się panującej modzie w kinematografii. Chce być horrorem, sztuką gwałtu, rozpusty i przemocy. To są "chwyty" na "posiadanie kasy". To nic, że kosztem dusz ludzkich. Kogo obchodzi dusza, w istnienie której się nie wierzy? Czytajmy Prusa, Orzeszkową, Konopnicką, Reymonta, Żeromskiego i tylu, tylu innych wartościowych pisarzy, którzy uczyli i wychowywali całe polskie pokolenia.

            We drzwiach stanęła groza. Spustoszenie gospodarcze, skażone naturalne środowisko, ale mimo wszystko kusi żarłoczne narody piękna i bogata, żyzna i urodzajna Polska. Trzeba Polaków ogłupić, ośmieszyć, upośledzić, zniechęcić do samych siebie, a potem wchłonąć ich Ojczyznę w globalne superpaństwo.

            A dusze Polaków? Spustoszyć, jak ziemię. Mówi się o skażonym naturalnym środowisku". A dlaczego do tego "naturalnego środowiska" nie zalicza się duszy człowieka, duszy narodu? Bo nie chce się tej duszy widzieć. Zdominowała wszystkie dziedziny życia zmaterializowana, zlaicyzowana filozofia, stawiająca na swoim ołtarzu rozum ludzki - nie Boski, wolność zniewoloną pazernością, użyciem, konsumpcją i bezlitością. Kto mówi dziś o wolności ducha? "Boga nie ma!" - wołają zateizowani "mędrcy" świata!

 

 

Dusza Polskiego Narodu

 

Ale Naród Polski nigdy się nie oszuka, że wolności ducha nie pragnie. Pragnienie to odezwie się nieoczekiwanie. Przypomni się kiedyś "Oda do młodości" i wołanie wieszcza:

 

"Bez serc, bez ducha

to szkieletów ludy".

I zawołasz z nim:

"Oto miłość ogniem zionie,

wyjdzie z zamętu świat ducha

Młodość go pocznie na swoim łonie,

a przyjaźń w wieczne skojarzy spójnie.

Pryskają nieczułe lody

i przesądy światłość ćmiące.

Witaj, jutrzenko swobody.

Zbawienia za tobą słońce."

 

Tożsamy Polak na swoim ołtarzu stawia krzyż, obraz Częstochowskiej, herb Polski i wszystko to, o czym mówi wieszcz: duch, serce, miłość, przyjaźń, wolność prowadzącą do szczęścia. Nie, Polacy nie będą nigdy "szkieletami bez serc i ducha", bo nawet w "betonowym futerale", chociaż od czasu do czasu będą nie wzdychać, lecz wyć do wolności nie tylko zewnętrznej. Bo wolność w duszy się poczęła, z rąk Boga ją otrzymaliśmy, a Duch nieśmiertelny jest.

 

            Ojciec polskiej literatury, Jan Kochanowski, w jednej ze swoich pieśni napisał:

 

"A jeśli komu droga otwarta do nieba,

tym, co służą Ojczyźnie".

 

A w "Odprawie posłów greckich", pierwszym polskim dramacie opartym na wzorach antycznych, nasz Jan z Czarnolasu przypomni o służbie dla Narodu wersami:

 

"Wy, którzy Pospolitą Rzeczą władacie,

A ludzką sprawiedliwość w ręku trzymacie,

Wy, mówię, którym ludzi paść poruczono

I zwierzchności nad stadem Bożym zwierzono -

Miejcie to przed oczema zawżdy swojemi,

Żeście miejsce zasiedli Boże na ziemi,

Z którego macie nie tak swe własne rzeczy,

Jako wszytek ludzki mieć rodzaj na pieczy".

 

Tak, w duszy naszego Narodu było zawsze pragnienie służby dla Rzeczpospolitej. Gdy ono zanikało, poeci usiłowali je przywołać. Poeci wszystkich epok, a najbardziej tych, w których Ojczyźnie groził upadek. Tak czynił Wacław Potocki w XVII w., tak czynili poeci polskiego Oświecenia ucząc i wychowując, mimo racjonalnych, a nawet antyboskich poglądów tej doby, zgodnie z etyką wiary chrześcijańskiej. Chyba jedynie w Europie oświeceni Polacy pozostali wierni Bogu. Szukając więc prawdy o duszy Polskiego Narodu, sięgnijmy do bajek i satyr bpa Ignacego Krasickiego, księcia polskich poetów. Jego wiersz o "świętej miłości kochanej Ojczyzny", którą "czują [tylko] umysły poczciwe" stał się hymnem Szkoły Rycerskiej. Z niej wyszli - między innymi - Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski. W nich dobrze się czuła dusza Narodu. A jeśli chcielibyśmy przypomnieć sobie  zwyczaje polskiego domu i w nim odszukać mentalność swojej polskiej duszy, to radzę odwiedzić rodzinę Podkomorzego, o której pisze Julian Ursyn Niemcewicz, poseł na Sejm Czteroletni. Można też zajechać do Soplicowa, gdzie się każdy gość "nałyka polskości", albo odwiedzić chatę Bohatyrowiczów na polskich kresach i popatrzeć na Niemen buszujący wśród traw, ziół i kwiatów. Warto też  pójść na mogiłę Jana i Cecylii, by zachwycić się czarem wiernej, dozgonnej miłości chłopa i szlachcianki. W tej miłości również ukryła się pełna romantyzmu i czystości polska dusza Narodu wędrująca przez wieki naszego wzrastania, mimo upadków.

            Komu zależy na tym, abyśmy zapomnieli o przeszłości i nie myśleli o przyszłości? Kto chce nas zatrzymać w pustej przestrzeni, w której nie ma kładki wiążącej te dwa czasy: przeszłe i przyszłe? Sama teraźniejszość grozi zagubieniem lub runięciem w przepaść. Duch narodu przechodzi z pokolenia w pokolenie. Co się stanie, gdy jedno z ogniw łańcucha pokoleń pęknie? Co stanie się z drzewem bez korzenia? Tak. Naród zginie. Wiele narodów zginęło i nawet historia o nich zapomniała. Nie bądźmy niefrasobliwi. Nikt na siłę nie będzie nas uszczęśliwiać naszą narodową tożsamością, naszym "być". Nawet Pan Bóg, który szanuje darowaną ludziom wolę. Tylko jak się będziemy czuli wyrzuceni poza nawias narodowego istnienia?

Duch naszego Narodu nabierał mocy nie tylko na polach walki, ale w kościele, szkole, w szlacheckim dworku, wiejskiej chacie, izbie miejskiej. Wyłaniał się z religijnej i ludowej lub żołnierskiej pieśni, z baśni i legend, a potem wychodząc z nich, szeptał Mickiewiczowi do serca, a on pisał:

 

"O wieści gminna! ty arko przymierza

Między dawnymi i młodszymi laty:

W tobie lud składa broń swego rycerza,

Swych myśli przędzę i swych uczuć kwiaty.

[...] Arko! tyś żadnym niezłamana ciosem,

Póki cię własny twój lud nie znieważy.

O pieśni gminna, ty stoisz na straży

Narodowego pamiątek kościoła".

 

To duch Polskiego Narodu każe o tych samych wartościach mówić ludziom w różnych okresach historii polskiej. A jego źródłem jest Biblia, Bóg w Trójcy Jedyny i mowa ojczysta, jakże ubogacona w słowa i treści, barwy i melodię. I wreszcie piękno naszego krajobrazu!

            O powiązaniu czasu przeszłego, teraźniejszego i przyszłego mówi Ewangelia. Czyż nie wychowany był na niej Adam Mickiewicz? Ewangeliczną prawdę o łączności wieków wypowiedział w "Wielkiej Improwizacji" III cz. "Dziadów":

 

"I mam je, mam je, mam - tych skrzydeł dwoje;

Wystarczą: - od zachodu na wschód je rozszerzę,

Lewym o przeszłość, prawym o przyszłość uderzę.

I dojdę po promieniach uczucia - do Ciebie".

 

Do absolutu doskonałego Boga idzie Mickiewicz - symbol Polaka - w łączności z wszystkimi polskimi pokoleniami. Czy może być coś piękniejszego?

            Więc jeśli ja, Polka XXI wieku chcę być wierna duchowi Narodu, muszę poznać wszystkie przeszłe i pokolenia, złączyć się z nimi i obcować w duchu świętej naszej Wiary, w milenijnym Świętych Obcowaniu. I muszę iść ku przyszłości zarysowując jej zręby. W sercu polskim mam mieć wszystkich męczenników Bożej i Narodowej sprawy. Męczenników krwi i męczenników pracy, męczenników walki o sprawiedliwość, prawdę, wolność i wiarę. Poznanie przeszłych pokoleń wchodzi w zakres najważniejszych obowiązków człowieka. O, jak to dobrze pamiętali Izraelici. Oni zawsze łączyli wiarę z dobrem narodu. Wiedzieli, że taka łączność czyni cuda. A czy my o tym pamiętamy? Czy modlimy się za pomordowanych Rodaków w Ojczyźnie oraz na zachodzie, wschodzie, południu i północy świata? Uczono nas tylko o bestialskich poczynaniach z Polakami Niemców. A co wiemy o Golgocie Wschodu, o mordercach na Wołyniu, na Zamku Lubelskim, na..? Ileż tych miejsc! W miastach, na wsiach. A Izraelici wszystko dobrze pamiętają, nawet to, że "nie Niemcy, ale Polacy ich mordowali..."?! Cóż za tupet! - Co za "odwaga"..?!

            Czy my, Polacy, dostrzegamy niezwykłe znaki czasu? Oto Opatrzność na okrutne czasy niewoli hitlerowskiej i stalinowskiej dała nam Wielkiego Prymasa - Ojca Kościoła i Narodu - kard. Stefana Wyszyńskiego. On to stanął w obronie naszej wiary oparłszy się mocno o tak silny fundament, jak tradycja religijna i narodowa. Siłę czerpał z kultu i modlitwy Maryjnej, która legła u podstaw naszej tożsamości chrześcijańskiej i narodowej. Mądrością i Miłością Bogiem silną napełniony, wiódł nas przez "morze czerwone" komunizmu polsko-sowieckiego. Przelał w nasze serca swoje umiłowanie Kościoła i Polski. Pokazał nam, jak być stanowczym, mężnym, konsekwentnym i wytrwałym. W świetle jego wiary, modlitwy i pracy wzrastaliśmy mimo zniewoleń i upokorzeń. Duch Narodu, duch pokoleń był z nami i w nas. W cieniu niezwykłej osobowości Prymasa czuliśmy się w tym zimnym, bezdusznym świecie kochani, a przez to bezpieczni. Prymas był z Narodem i żył z nim. Nigdy nie zapomnę peregrynacji Matki Boskiej Częstochowskiej w Warszawie. Pierwsza jej stacja była przy kościele św. Aleksandra. Ze wszystkich stron miasta ciągnęły tłumy. Szłam pieszo przez cały Nowy Świat. Był wieczór. Zmęczenie potworne, a przecież trzeba było stać na bardzo spuchniętych nogach. Wtopiłam wzrok w Jej oblicze. Wylałam przed Nią całą swoją duszę. W pewnym momencie poczułam, że ktoś na mnie patrzy. Nie myliłam się. Ks. Prymas z jakimś wielkim skupieniem ogarnął wzrokiem moją twarz. Jakby pytał: "Co ci jest dziecko?". Z oczu popłynęły łzy wzruszenia. Odczułam, że patrzy na mnie ojciec, który wszystko wie. Nigdy nie zapomnę wyrazu oczu Wielkiego Człowieka, Kapłana, Polaka. Gdy "boli Polska", biegnę myślami do tego spotkania z Jego oczami. I dziś, gdy pragnę odrodzenia duszy naszego Narodu, idę do Naszego Ojca, Prymasa Tysiąclecia.

            Dał nam Bóg ku pokrzepieniu serc wspaniałych kapłanów. Jakich Bożych i polskich kazań myśmy się wtedy nasłuchali! Dał nam ducha modlitwy i pragnienie walki ze złem. Zerwaliśmy się do czynu i przeżyliśmy fenomen powstania "Solidarności". Z nadzieją zabiły nasze serca. I Msze Święte za Ojczyznę w wielu kościołach, i ks. Teofil Bogucki, proboszcz Parafii św. Stanisława Kostki, i ks. Jerzy Popiełuszko... Opatrzność Boża dała nam wielki znak, jakim było powołanie na Stolicę Piotrową Polaka, kard. Karola Wojtyłę. Czy można wyrazić słowami naszą radość?! Napisałam wiersz o tym w późniejszym czasie:

 

Bohater w bieli

Etosy zrywu, etosy chwały,

powstań, podjazdów, wozów Drzymały.

Tu dzieci Wrześni, tam carów baty,

bitwa w Olszynce, już grzmią armaty.

Śmierć pułkownika Emilii Plater,

Ordon na wałach - redut bohater.

A tam Kościuszko, Rejtan, Jasiński,

Bartek Zwycięzca i kosynierzy,

Szewc Jan Kiliński,

stosy żołnierzy na szańcach Pragi

i krzyże..., krzyże..., krzyże dokoła

Któż to "Ojczyzno!" z jam ziemi woła..?

Aż tu się dziwna rzecz w kraju stała.

Maryja z Polski Papieża dała.

Hej, od gór wzięła, z wysokich Tater

i z nieba spłynął święty bohater

z przebitą dłonią i w białej szacie.

Wieszczowie Polski - nie dowierzacie..? [...]

 

To były radosne tajemnice znaków Bożych nawiedzeń w Polsce. Przepowiadali je polscy prorocy: wieszcze, święci, ludzie natchnieni Bogiem. Ale byśmy się w pysze nie unosili, dał nam Bóg tajemnice bolesne: choroba i śmierć Prymasa Stefana Wyszyńskiego, zamach na Ojca Świętego, męczeństwo kapłanów: Zycha, Niedzielaka, Suchowolca, Popiełuszki. A ilu, udręczonych przez inwigilacje i oszczerstwa SB kapłanów przedwcześnie odeszło z ziemi? Naród zadrżał, ale czy cały..? Mój Boże!

            Więc popatrzcie Polacy w czasy współczesne, może odrodzi się w was nasza prawdziwa mentalność? Pora. Zagrożenie wolności wzywa was do przebudzenia!

 

 

Powrót Polaków do narodowej mentalności

 

            Jak powrócić nam, ludziom współczesnym do naszej narodowej mentalności? Na łono polskiego ducha? Droga do niej jest prosta, ale trudna. Trzeba nam - w tej rzeczywistości odartej z moralnych i duchowych wartości - pozostać wiernym - wartościom. Trzeba nam iść pod prąd i być człowiekiem. Między byciem Polakiem i człowiekiem stoi znak równości. Naszą mentalność od początku zaistnienia jako Naród, kształtowała wiara chrześcijańska, dziś jakże poniżana. A któż jest lepszy, jak Bóg? Problem uczłowieczenia się w dzisiejszym świecie nie zostanie rozwiązany bez powrotu autentycznego do wartości chrześcijańskich, jakże ośmieszanych i poniżanych przez ludzi, którzy niewolniczo ulegli filozoficznemu i praktycznemu materializmowi, lub po prostu nihilizmowi, głupocie, bylejakości, łatwiźnie i lenistwu duchowemu.

            "Wypłyń na głębię", "Otwórz drzwi Chrystusowi", uruchomij umysł i zobacz wielkość wiary!

            Tak nas naucza Papież, nasz Rodak, który jest mądry mądrością ponadludzką, ponadczasową. W jego sercu trwa dialog pokoleń ludzkich, polskich. Ecce Homo. Człowiek napełniony duchem. A w historii naszego Narodu, stoją, jak pochodnie w mroku, święci ludzie kanonizowani i niekanonizowani. Obróćmy twarze w ich stronę, poznajmy ich, nie wstydźmy się, że jesteśmy ludźmi, chrześcijanami, Polakami. "Bez Boga, ani do proga", "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie" - oto przysłowia, które są archiwum naszej narodowej mentalności. Poznajmy je, ale w wyborach dawnych. Najnowszy wydany wybór przysłów polskich jest oszpecony poprzez spłycenie treści ich - głębi filozoficznej, etycznej, religijnej. Podobnie spłycone są wydawnictwa encyklopedyczne i słownikowe.

            Niech człowiekiem będzie naukowiec, artysta, pisarz, profesor, nauczyciel, lekarz. Niech ludźmi będą kapłani, chłopi i robotnicy, przemysłowcy, kupcy, rodzice, dzieci, dziadkowie, znajomi, sąsiedzi. W duszy naszego Narodu była zawsze troska o człowieczeństwo, które się rodzi w blasku prawdy, służby, dobroci, miłosierdzia, cichości, czystości ducha. Uczciwie żyć, choć wszędzie nieuczciwość, kochać, choć wokół tyle znieczulenia, być pobożnym, choć wyśmiewanym. I myśleć..., myśleć..., myśleć. Każdy może uczynić coś dobrego i to jest droga do polskich korzeni. Dzisiejsza walka Polaków, to heroiczna obrona Ducha. To powinność, kontynuacja, przeznaczenie Narodu Polskiego.

 

Joanna Śledziewska